Prawo

Subscribe to Kanał Prawo
Zaktualizowano: 8 godzin 9 min. temu

Kolejna byskawiczna zmiana. Już w czwartek Sejm zajmie się projektem zmian w procedurze wyboru I prezesa SN

wt., 07/17/2018 - 21:42
&lt![CDATA[

Posiedzenie Sejmu rozpoczyna się w środę.

Projekt zmian m.in. w Prawie o prokuraturze, w ustawie o Sądzie Najwyższym oraz w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa wnieśli posłowie PiS; propozycje dotyczą m.in. procedury obsadzania stanowisk sędziowskich w SN i procedury wyboru I prezesa SN.

Zgodnie z uzasadnieniem do projektu "zasadniczym celem zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustawie o Sądzie Najwyższym jest doprowadzenie do usprawnienia postępowań prowadzonych przez KRS w sprawach powołania do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego, w tym sędziego SN". Jak zaznaczono, w proponowanych zmianach chodzi m.in. o wyłączenie możliwości obstrukcji prowadzonych przed KRS postępowań nominacyjnych do SN.

W związku z tym w projekcie zaproponowano m.in., aby Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN wybierało i przedstawiało prezydentowi kandydatów na I prezesa niezwłocznie po obsadzeniu 2/3 liczby stanowisk sędziów SN, a nie - tak jak obecnie - dopiero, gdy obsadzone są niemal wszystkie stanowiska.

Zaproponowano też, aby odwołanie od uchwały KRS obejmującej rozstrzygnięcie w przedmiocie wniosku o powołanie do pełnienia urzędu sędziego nie wyłączało uprawomocnienia się jej w zakresie, w jakim rozstrzyga o przedstawieniu wniosku o powołanie do pełnienia urzędu sędziego SN.

Jedynie w przypadku uznania odwołania i uchylenia przez Naczelny Sąd Administracyjny uchwały KRS o nieprzedstawieniu wniosku o powołanie konkretnej osoby do pełnienia urzędu sędziego SN przepis ma dać kandydatowi "możliwość uwzględnienia jego wniosku w najbliższym, niezakończonym postępowaniu nominacyjnym". "NSA rozpoznaje odwołanie i wydaje orzeczenie w terminie 14 dni od dnia przekazania temu sądowi odwołania" - przewiduje projekt.

W piątek marszałek Senatu Stanisław Karczewski mówił, że projekt posłów PiS jest potrzebny, bo nie może dochodzić do paraliżu SN i do sytuacji, w której nie ma I prezesa SN. Jak dodał "trzeba czym prędzej to uchwalić".

]]
Kategorie: Prawo

Rzecznik SN: I prezes SN Małgorzata Gersdorf przerwała urlop i wróciła do pracy

wt., 07/17/2018 - 18:18
&lt![CDATA[

"Uprzejmie informuję, że dzisiaj, 17 lipca 2018 r., Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego prof. dr hab. Małgorzata Gersdorf przerwała urlop wypoczynkowy i powróciła do pracy" - głosi komunikat sędziego Laskowskiego opublikowany we wtorek na stronie internetowej SN.

Jak powiedział PAP Laskowski, "nie ma żadnego uchwytnego, szczególnego powodu" przerwania urlopu. "Wiemy, że sytuacja wokół SN jest dynamiczna, co chwilę się coś zmienia, co chwilę są nowe okoliczności i pani prezes po prostu uznała, że czas jest taki, iż powinna jednak przerwać ten urlop i być razem z nami tutaj w sądzie, bo (...) trzeba podejmować różnego rodzaju decyzje" - dodał sędzia Laskowski.

Jak zaznaczył, jednym z powodów powrotu z urlopu może być fakt, iż Sejm - być może jeszcze w tym tygodniu - będzie się zajmował projektem PiS dotyczącym m.in. zmian w procedurze wyboru I prezesa SN.

Wcześniej zespół prasowy SN informował, że I prezes SN będzie na urlopie do 19 lipca. Laskowski mówił, że to "normalny urlop, a I prezes SN pracuje i korzysta z urlopu, jak każdy". "Każdy pracownik może korzystać z urlopu, otrzymując w tym czasie wynagrodzenie. Ta kwestia stanie się bardziej realna w momencie, gdy będzie należało wypłacić pani sędzi wynagrodzenie, to będzie pod koniec lipca" - mówił kilka dni temu PAP sędzia Laskowski.

Rzecznik SN informował też wcześniej, że w piątek prof. Gersdorf ma przebywać w Niemczech w Karlsruhe. Jak podawano, Gersdorf ma wystąpić na cyklicznie odbywającej się konferencji poświęconej m.in. prawom człowieka. Referat ma dotyczyć rządów prawa. "Co roku są zapraszani z całego świata różni goście, w tym roku zaproszona została pani prezes" - mówił wcześniej Laskowski. We wtorek zaznaczył, że wyjazd I prezes SN do Niemiec jest aktualny.

Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym, która weszła w życie 3 kwietnia, w dniu następującym po upływie trzech miesięcy od tego terminu w stan spoczynku przeszli z mocy prawa sędziowie SN, którzy ukończyli 65. rok życia. W związku z tym od 4 lipca przestali - według ustawy - pełnić swoje funkcje. Mogą dalej orzekać, jeśli w ciągu miesiąca od wejścia w życie nowej ustawy złożyli stosowne oświadczenie i przedstawili odpowiednie zaświadczenia lekarskie, a prezydent wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie przez nich stanowiska sędziego SN. Małgorzata Gersdorf, która ukończyła 65. rok życia, nie złożyła takiego oświadczenia. Gersdorf - wybrana na I prezesa SN w 2014 r. - podkreślała wielokrotnie, że kadencja I prezesa SN zgodnie z konstytucją trwa 6 lat.

W początkach lipca po spotkaniu prezydenta Andrzeja Dudy z Gersdorf, prezesem Józefem Iwulskim kierującym Izbą Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN i prezesem Naczelnego Sądu Administracyjnego Markiem Zirk-Sadowskim, wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha informował, że wolą prezydenta było, by najstarszy stażem sędzia Iwulski od środy 4 lipca wykonywał funkcje związane z wykonywaniem obowiązków I prezesa SN.

Jeszcze przed spotkaniem z Andrzejem Dudą Gersdorf wydała zarządzenie o wyznaczeniu jako kierującego pracą SN prezesa Iwulskiego "do zastępowania I prezes SN na czas swojej nieobecności".

Sędzia Iwulski oświadczył zaś na początku lipca, że nie jest "zastępcą, a tym bardziej następcą I prezes SN Małgorzaty Gersdorf", a jedynie zastępuje ją "w razie, gdy będzie nieobecna". Zapewnił jednocześnie, że prezydent nie wyznaczył go ani nie powierzył obowiązków I prezesa, a jedynie zaaprobował jego wybór przez prezes Gersdorf.

Według komunikatu Kancelarii Prezydenta sędzia Iwulski od 4 lipca - z mocy ustawy, a nie decyzji I prezesa SN - kieruje pracami Sądu Najwyższego.

"Prezes Iwulski nadal pozostaje zastępcą I prezes SN na czas jej nieobecności w sądzie" - powiedział we wtorek sędzia Laskowski. 

]]
Kategorie: Prawo

PiS proponuje nowy sposób wyboru I prezesa SN. "Instrumentalne wykorzystywanie prawa do osiągania doraźnych celów politycznych"

wt., 07/17/2018 - 17:15
&lt![CDATA[

W zamieszczonej na stronie internetowej SN opinii oceniono, że "taki sposób stanowienia prawa pozostaje w ewidentnej sprzeczności z ideą rządów prawa, wpisując się natomiast w koncepcję +rządów prawem+".

"Jak wskazuje się w literaturze zagranicznej, różnica polega na tym, że w systemie rządów prawa, prawo pełni rolę czynnika zapobiegającego nadużyciu władzy, zaś w systemie określanym jako +rządy prawem+ staje się narzędziem opresji wykorzystywanym z powołaniem na zasadę legalizmu" - podkreśla SN.

Według opinii "analiza zaproponowanych rozwiązań nie pozostawia wątpliwości, że zasadniczym ich celem jest przyspieszenie wymiany kadrowej w Sądzie Najwyższym i to ze szkodą dla rzetelności oceny kompetencji poszczególnych kandydatów".

Projekt autorstwa PiS zmian m.in. w Prawie o prokuraturze, w ustawie o Sądzie Najwyższym oraz w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa został w zeszłym tygodniu zamieszczony na stronie internetowej Sejmu.

Zgodnie z uzasadnieniem do projektu "zasadniczym celem zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustawie o Sądzie Najwyższym jest doprowadzenie do usprawnienia postępowań prowadzonych przez KRS w sprawach powołania do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego, w tym sędziego SN". Jak zaznaczono, w proponowanych zmianach chodzi m.in. o wyłączenie możliwości obstrukcji prowadzonych przed KRS postępowań nominacyjnych do SN.

W związku z tym w projekcie zaproponowano m.in., aby Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN wybierało i przedstawiało prezydentowi kandydatów na I prezesa niezwłocznie po obsadzeniu 2/3 liczby stanowisk sędziów SN, a nie - tak jak obecnie - dopiero, gdy obsadzone są niemal wszystkie stanowiska.

Zaproponowano też, aby odwołanie od uchwały KRS obejmującej rozstrzygnięcie w przedmiocie wniosku o powołanie do pełnienia urzędu sędziego nie wyłączało uprawomocnienia się jej w zakresie, w jakim rozstrzyga o przedstawieniu wniosku o powołanie do pełnienia urzędu sędziego SN.

Jedynie w przypadku uznania odwołania i uchylenia przez Naczelny Sąd Administracyjny uchwały KRS o nieprzedstawieniu wniosku o powołanie konkretnej osoby do pełnienia urzędu sędziego SN przepis ma dać kandydatowi "możliwość uwzględnienia jego wniosku w najbliższym, niezakończonym postępowaniu nominacyjnym". "NSA rozpoznaje odwołanie i wydaje orzeczenie w terminie 14 dni od dnia przekazania temu sądowi odwołania" - przewiduje projekt.

SN w swej opinii podkreślił, że "całkowitym nieporozumieniem" jest postrzeganie procesu zgłaszania kandydatur do SN "przez osoby, które spełniają wymogi ustawowe, w kategoriach obstrukcji, chyba że intencją projektodawcy jest ograniczenie (...) możliwości kandydowania do SN tylko do osób, które spełniają warunki niewysłowione w przepisach prawa".

"W demokratycznym państwie prawa nie do pomyślenia wydaje się sytuacja, w której sędzia nadal będzie pełnił urząd, zwłaszcza w SN, gdy uchwała o jego przedstawieniu Prezydentowi RP została podjęta sprzecznie z prawem, a sprzeczność ta została stwierdzona prawomocnym orzeczeniem sądu" - czytamy w opinii.

Według SN "paradoksu tego nie usuwa projektowany artykuł ustawy o KRS, który przyznaje kandydatowi niewybranemu przez Radę, w razie uchylenia niekorzystnej dla niego uchwały KRS, możliwość uwzględnienia jego wniosku w najbliższym, niezakończonym postępowaniu nominacyjnym".

SN negatywnie ocenił także m.in. propozycję nałożenia na NSA obowiązku rozpoznania odwołania i wydania orzeczenia w 14 dni od przekazania tego odwołania.

"Należy w związku z tym uwzględnić fakt, że samo doręczenie (zawiadomienia o terminie rozprawy - PAP) zajmuje kilka dni, zaś zawiadomienie może być awizowane. W takim przypadku proponowany termin oznaczałby konieczność rozpoznania odwołania bez zawiadomienia o tym zainteresowanego, co naruszałoby jego konstytucyjne prawo do sądu" - podkreśla SN.

W piątek marszałek Senatu Stanisław Karczewski mówił, że projekt posłów PiS jest potrzebny, bo nie może dochodzić do paraliżu SN i do sytuacji, w której nie ma I prezesa SN. Jak dodawał "trzeba czym prędzej to uchwalić". 

]]
Kategorie: Prawo

Mazurek: Zobaczymy, co zrobi prezydent. W naszej ocenie Gersdorf jest w stanie spoczynku

wt., 07/17/2018 - 15:50
&lt![CDATA[

W poniedziałek, 23 lipca, sędzia Małgorzata Gersdorf powinna być w pracy - poinformował PAP rzecznik SN Michał Laskowski. Jak wyjaśnił, do czwartku włącznie prof. Gersdorf korzysta z urlopu, natomiast w piątek wygłosi referat na temat rządów prawa w Karlsruhe.

"Zobaczymy, jaka będzie w tej kwestii decyzja prezydenta i co zrobi. W naszej ocenie pani Gersdorf jest w stanie spoczynku" - powiedziała rzeczniczka PiS, odnosząc się do tych informacji.

Mazurek była dopytywana, w jakim celu PiS złożyło projekt nowelizacji ustaw dotyczący m.in. wyboru I prezesa SN. "Po to, żeby wszystko usprawnić, żeby wszystko zaczęło działać tak, jak trzeba".

Wniesiony w ubiegłym tygodniu przez PiS projekt dotyczy m.in. zmian w Prawie o prokuraturze i w ustawie o Sądzie Najwyższym. Propozycje dotyczą m.in. procedury obsadzania stanowisk sędziowskich w SN i procedury wyboru I Prezesa tego sądu. Projekt zakłada, że Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego wybiera i przedstawia prezydentowi kandydatów na I Prezesa niezwłocznie po obsadzeniu 2/3 liczby stanowisk sędziów SN. Obecnie Zgromadzenie może tego dokonać dopiero, gdy obsadzone są niemal wszystkie stanowiska.

Mazurek odniosła się również do kwestii sędziego Józefa Iwulskiego, który - jak podały media - orzekał w kilku procesach politycznych za czasów PRL. "Sędzia (Józef Iwulski), który został wskazany na zastępcę, w cudzysłowie oczywiście, czy na miejsce pani Gersdorf, mija się z prawdą. Już nawet opozycja oczekuje od niego, że powinien zająć stanowisko w kwestii wyroków, które podejmował wobec opozycjonistów. Do tej pory pan sędzia milczy. Pytam dlaczego, pytam też dlaczego opozycja milczy i nie krzyczy, dlaczego ludzie, którzy protestowali na ulicach przeciwko reformie sądownictwa, milczą" - mówiła Mazurek.

Jak podkreśliła, PiS przeprowadziło tę reformę "nie dla siebie, nie dla PiS tylko dla Polaków, którzy po to, idą do sądów, by uzyskać sprawiedliwość". "Wymiar sprawiedliwości nie był reformowany od 1989 r., sędziowie na telefon byli za czasów PO i PSL. Chcemy z tym skończyć. Polacy oczekiwali tej reformy, było dla niej poparcie i my ja przeprowadzimy" - podkreśliła.

Portal Onet podał w niedzielę, że kierujący Sądem Najwyższym sędzia Józef Iwulski orzekał nie w jednym, jak sam twierdzi, lecz w kilku procesach politycznych za czasów PRL; skazywani w nich byli opozycjoniści. Poniedziałkowa "Gazeta Polska Codziennie" napisała, że dotarła do akt IPN, z których wynika, że sędzia Iwulski w 1976 r. został skierowany do ośrodka szkolenia WSW, gdzie po uzyskaniu "szlifów kontrwywiadu wojskowego PRL" odbył półroczne praktyki. Miało to miejsce w Oddziale WSW Kraków.

Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym, która weszła w życie 3 kwietnia, w trzy miesiące od tego terminu, czyli 3 lipca, w stan spoczynku przeszli z mocy prawa sędziowie SN, którzy ukończyli 65. rok życia. Mogą oni jednak dalej pełnić funkcję, jeśli w ciągu miesiąca od wejścia w życie nowej ustawy, czyli do 2 maja, złożyli stosowne oświadczenie i przedstawili odpowiednie zaświadczenia lekarskie, a prezydent RP wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska sędziego SN.

Po spotkaniu prezydenta Andrzeja Dudy z Gersdorf, prezesem Józefem Iwulskim kierującym Izbą Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN i prezesem Naczelnego Sądu Administracyjnego Markiem Zirk-Sadowskim, wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha informował, że wolą prezydenta było, by najstarszy stażem sędzia Iwulski od 4 lipca wykonywał funkcje związane z wykonywaniem obowiązków I prezesa SN.

Jeszcze przed spotkaniem z prezydentem Dudą, Gersdorf wydała zarządzenie o wyznaczeniu jako kierującego pracą SN prezesa Iwulskiego "do zastępowania I prezes SN na czas swojej nieobecności".

Sędzia Iwulski oświadczył, że nie jest "zastępcą, a tym bardziej następcą I prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf", a jedynie zastępuje ją "w razie, gdy będzie nieobecna". Zapewnił jednocześnie, że prezydent nie wyznaczył go ani nie powierzył obowiązków I prezesa, a jedynie zaaprobował jego wybór przez prezes Gersdorf.

Z kolei według komunikatu Kancelarii Prezydenta, sędzia Iwulski od 4 lipca - z mocy ustawy, a nie decyzji I prezesa SN - kieruje pracami Sądu Najwyższego.

]]
Kategorie: Prawo

Wraca sprawa ułaskawienia Kamińskiego. TK: Nieuwzględnienie aktu łaski jako powodu zakończenia sprawy karnej niekonstytucyjne

wt., 07/17/2018 - 11:44
&lt![CDATA[

Wniosek prokuratora generalnego wpłynął do TK nieco ponad miesiąc po uchwale Sądu Najwyższego, który pod koniec maja 2017 r. uznał, że prezydenckie prawo łaski może być stosowane wyłącznie wobec osób prawomocnie skazanych. Rozstrzygnięcie, które zapadło w SN, miało związek z ułaskawieniem Mariusza Kamińskiego. Prezydent Andrzej Duda podjął w listopadzie 2015 r. taką decyzję, mimo iż Kamiński, nie został skazany prawomocnym wyrokiem sądu. Problem prawny dotyczy w związku z tym m.in. możliwości kasacji od umorzenia przez sąd sprawy wobec podsądnego, w przypadku zastosowania wobec niego aktu łaski przez prezydenta.

Trybunał uznał we wtorek, że przepisy odnoszące się do postępowań karnych są niekonstytucyjne "w zakresie w jakim nie czynią aktu abolicji indywidualnej negatywną przesłanką prowadzenia postępowania".

TK rozpoznał sprawę w składzie pięciu sędziów. Zdanie odrębne do wyroku zgłosił sędzia Leon Kieres.

Prokurator generalny uzasadniając swój wniosek do TK z 30 czerwca 2017 r. napisał m.in., że "zastosowanie prawa łaski przez Prezydenta RP zobowiązuje sąd do zakończenia postępowania, i to niezależnie od etapu, na jakim się ono znajduje". "Prezydenckie akty łaski są też ostateczne, trwałe i niewzruszalne, ich istotą jest brak nadzoru nad ich wykonywaniem" - argumentował.

Zgodnie z przepisem Kodeksu postępowania karnego, którym zajmował się TK, "nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza", gdy np. czynu nie popełniono albo brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie jego popełnienia, ustawa stanowi, że sprawca nie podlega karze, oskarżony zmarł, nastąpiło przedawnienie karalności lub "zachodzi inna okoliczność wyłączająca ściganie". Jak wskazano we wniosku PG obecnie organy prowadzące postępowanie, w sytuacji zastosowania aktu łaski, mogą umorzyć to postępowanie jedynie na podstawie zapisu o "innej okoliczności".

"Akt łaski jest bezwzględną negatywną przesłaną procesową, czyli taką przeszkodą prawną, która nigdy nie może być usunięta. W razie jej zaistnienia niemożliwe jest kontynuowanie postępowania karnego, postępowania w sprawie o wykroczenie lub postępowania karnego wykonawczego. Bezwzględnej przesłanki procesowej nie można natomiast domniemywać, musi być ona jednoznaczna w swej treści i wyrażona wprost w przepisach rangi ustawowej" - podkreślał prokurator generalny.

]]
Kategorie: Prawo

Jest kompromis z Wodami Polskimi w sprawie cen wody i ścieków

wt., 07/17/2018 - 09:39
&lt![CDATA[

Przewidywana przez część samorządów i ekspertów fala podwyżek na skutek reformy prawa wodnego i powołania rządowego regulatora, okazała się – na razie – jedynie biciem piany przez sceptyków. Tak przynajmniej wynika z ostatnich danych przedstawionych przez Wody Polskie, do których dotarł DGP.

– Wszystkie spółki wodno-kanalizacyjne, które złożyły wnioski w terminie, otrzymały już decyzje – przekonują przedstawiciele Wód Polskich. I dodają, że w więcej niż 90 proc. przypadków są to decyzje pozytywne, akceptujące przedstawione przez samorządy stawki.

Innymi słowy, zdecydowana większość spółek komunalnych – mimo początkowych problemów – doszła z rządowym regulatorem do porozumienia w sprawie cen wody i opłat za odprowadzanie nieczystości. Świadczy o tym też niewielka liczba odwołań. – Od maja wpłynęło ich do nas ok. 80 – informuje nas Joanna Kopczyńska, wiceszefowa Wód Polskich.

Stabilna sytuacja

Jak dowiedział się DGP, Wody Polskie od 12 marca – kiedy to mijał ustawowy termin na przesłanie wniosków – zatwierdziły prawie 2,1 tys. dokumentów. W prawie 2 tys. z nich przedstawiono stawki na niezmienionym poziomie lub zindeksowane, czyli powiększone o wskaźniki inflacyjne. W praktyce oznacza to, że nie wzrosną powyżej 3 proc. – wyjaśnia Sergiusz Kieruzel, rzecznik prasowy Wód Polskich.

Na drugim biegunie jest ok. 130 wniosków, w których samorządy przewidziały podwyżki, a Wody Polskie na nie przystały, uznając wzrost kosztów za uzasadniony.

– Przede wszystkim przemawiały za tym poniesione lub rozpisane na przyszłe lata wydatki inwestycyjne tj. rozbudowa sieci, modernizacja urządzeń lub podłączenie nowych użytkowników. W drugiej kolejności podwyżki wynikały z zakupów wody, bo nie wszystkie przedsiębiorstwa same ją wydobywają, tylko kupują od innych podmiotów – tłumaczy Kieruzel.

Byle jakie wnioski

Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy wszystkich gmin w Polsce mogą już być spokojni o nadchodzące rachunki. Pod znakiem zapytania jest bowiem dalszy los ok. 480 wniosków, które wciąż są analizowane przez pracowników regionalnych zarządów.

Powody związanych z nimi opóźnień są zasadniczo dwa. Po pierwsze, jak podkreślają przedstawiciele Wód Polskich, wiele wniosków trafiło do nich po terminie. W skrajnych przypadkach ostatnie dokumenty przesłano w czerwcu, czyli prawie trzy miesiące po czasie. To z kolei rzutuje na tempo procedowania, które musi przebiegać zgodnie z przepisami, przewidującymi określone terminy na korespondencje na linii regulator – przedsiębiorstwo wodno-kanalizacyjne lub gmina.

Tu ujawnia się kolejny problem. Jak twierdzą przedstawiciele Wód Polskich, w wielu przesłanych do nich wnioskach roiło się od błędów i nieścisłości w rachunkach.

– Niekiedy brakowało kluczowych elementów, a liczby podane w uzasadnieniach nie pokrywały się z tymi w tabelkach – słyszymy od pracowników RZGW, którzy proszą o zachowanie anonimowości.

Dodają, że w skrajnych przypadkach cały wniosek taryfowy – wraz z dokumentacją, obliczeniami i uzasadnieniami, które u największych podmiotów zajmowały kilka segregatorów – potrafiły się zmieścić na jednej stronie.

A to przedłużało postępowanie, bo konieczne było wystąpienie do takiego urzędu o uzupełnienie wniosku. I to często kilka razy – słyszymy.

Samorządowcy bronią się, że na jakość przygotowanych przez nich dokumentów miały wpływ też zmiany w rozporządzeniu wykonawczym, w którym ustalono szczegółowe zasady wyliczania taryf. Zostało ono opublikowane niejako na ostatniej prostej, bo na kilkanaście dni przed obowiązkowym terminem na złożenie gotowego wniosku – mówią. Podkreślają też, że na skutek nowelizacji prawa wodnego po raz pierwszy musieli ustalać taryfy nie na rok, a trzy lata do przodu.

Była burza

Obecny kompromis cenowy to jedno. Bez burzy się jednak nie obyło. Zwłaszcza że zdecydowana większość gmin najpierw policzyła sobie więcej, niż ostatecznie ustalono po dłuższych bataliach z regionalnymi zarządami gospodarki wodnej. Wszystko rozbijało się o to, czy uwzględnione w wyliczeniach koszty są uzasadnione. Jeżeli tak, gminy mogły podnieść ceny, by przedsiębiorstwa nie operowały na minusie.

Jeszcze 11 kwietnia Joanna Kopczyńska, przedstawiając pierwsze informacje o stanie prac nad wnioskami taryfowymi, wskazywała, że podwyżki cen zaproponowano w 1887 wnioskach taryfowych; w 448 ceny się nie zmieniły; a w 173 ceny są niższe od obecnie obowiązujących.

Teraz jednak wygląda na to, że udało się osiągnąć względny kompromis. Wciąż jednak na rozpatrzenie czekają ostatnie odwołania, które złożyło ponad 80 podmiotów. O jakich sytuacjach mowa? Chodzi o przypadki, gdy spółki komunalne nie przygotowały innych wniosków taryfowych i nie przedstawiły innych obliczeń niż te, które regionalne zarządy gospodarki wodnej zakwestionowały. W takiej sytuacji, gdy „negocjacje” miedzy spółkami a RZGW nie przyniosły efektów i kompromisu, sprawy były kierowane do drugiej instancji, czyli Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej (Wody Polskie). I co ciekawe, kilkanaście odwołań złożyli sami samorządowcy, a nie szefowie spółek komunalnych.

Kiedy poznamy pełen obraz sytuacji? Słyszymy, że wszystkie wnioski, łącznie z rozpatrzeniem ostatnich odwołań, powinny zostać zatwierdzone na jesieni. Już wkrótce jednak część informacji o kształtujących się w Polsce taryfach ma zostać przekazanych do Ministerstwa Żeglugi Śródlądowej i Gospodarki Morskiej. Kierujący resortem Marek Gróbarczyk podkreślał, że zbiorcze informacje o cenach wody będą cennym źródłem informacji dla rządzących, którzy właśnie pracują nad kolejną – trzecią już – nowelizacją prawa wodnego.

]]
Kategorie: Prawo

Los Sądu Najwyższego w rękach kobiet: Jeśli odejdą w stan spoczynku, sądowi grozi paraliż

wt., 07/17/2018 - 09:29
&lt![CDATA[

Z informacji zamieszczonych na stronie internetowej SN wynika, że obecnie z 55 orzekających w tym sądzie sędziów 13 to kobiety. I, jak się okazuje, kilka z nich już obecnie ma prawo odejść w stan spoczynku w dowolnie wybranym przez siebie momencie, powołując się art. 37 par. 5 ustawy o Sądzie Najwyższym (Dz.U. z 2018 r. poz. 5 ze zm.). Przepis ten stanowi, że „sędzia Sądu Najwyższego będący kobietą może przejść w stan spoczynku z dniem ukończenia 60. roku życia, składając oświadczenie Pierwszemu Prezesowi Sądu Najwyższego, który przekazuje je niezwłocznie Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej”. I tyle. Nie musi czekać na decyzję głowy państwa ani uzasadniać swojej decyzji.

Na taką możliwość zwrócił uwagę, udzielając wywiadu DGP, Józef Iwulski, prezes kierujący izbą pracy i ubezpieczeń społecznych, czasowo wykonujący w zastępstwie Małgorzaty Gersdorf czynności I prezesa SN. Jego zdaniem istnieje ryzyko, że sędziowie kobiety będą w przyszłości z tego przepisu korzystać, jeżeli w SN zaczną się dziać niepokojące rzeczy. Takim momentem granicznym może być np. wskazanie przez prezydenta dowolnie wybranego sędziego SN, który miałby pełnić obowiązki I prezesa SN do czasu obsadzenia tej funkcji.

Jak informuje biuro prasowe, w SN są cztery kobiety urodzone między 1953 a 1958 r.: dwie orzekają w izbie karnej, jedna w cywilnej i jedna w izbie pracy i ubezpieczeń społecznych. Należy jednak pamiętać, że z biegiem czasu coraz więcej kobiet w SN będzie zyskiwać uprawnienie do wcześniejszego przejścia w stan spoczynku.

Przepis art. 37 par. 5 ustawy o SN jest o tyle istotny, że nie zawiera żadnego ograniczenia czasowego. A to oznacza, że każda spośród kobiet, które ukończyły 60. rok życia, a nie ukończyły 65 lat (wiek przechodzenia w stan spoczynku), może oświadczenie o rezygnacji z orzekania w SN złożyć równie dobrze dziś, jak i np. za rok. Sędziowie kobiety są więc w uprzywilejowanej sytuacji w stosunku do swoich kolegów. Sędziowie mężczyźni mają czas na obserwację tego, co się dzieje w SN i zdecydowanie, czy w związku z tym odchodzą w stan spoczynku, tylko do 3 października. To w tym dniu minie półroczny okres, jaki ustawodawca dał wszystkim sędziom SN (bez względu na wiek i płeć) na złożenie oświadczenia o przejściu w stan spoczynku.

Na obsadę kadrową SN wpłyną również ruchy prezydenta, który ma coraz mniej czasu na podjęcie decyzji w sprawie sędziów, którzy co prawda ukończyli już 65. rok życia, ale wyrazili gotowość pozostania w zawodzie. Przypomnijmy, na zeszłotygodniowym posiedzeniu Krajowa Rada Sądownictwa negatywnie oceniła pięć takich oświadczeń. I choć prezydent nie jest opinią tego organu związany, to jednak zapewne będzie brał ją pod uwagę, dokonując selekcji sędziów. Obecnie na jego biurku leży 16 oświadczeń. Głowa państwa ma czas do namysłu do 19 września.

Jeżeli przyjąć, że prezydent zgodzi się z oceną rady, to w SN za chwilę będziemy mieli nie 55, a 50 orzekających. Na razie nie wiadomo, czy i ewentualnie ilu sędziów odejdzie do 3 października, bo jak słyszymy, nie jest to wykluczone. No i pozostaną kobiety – sędziowie w wieku od 60. do 65. roku życia. Nawet zakładając, że na odejście w trybie art. 37 par. 5 zdecyduje się tylko czterech sędziów kobiet, które zgodnie z ustaleniami DGP już nabyły takie uprawnienia, to SN znajdzie się w dramatycznej sytuacji kadrowej. Orzekać w nim będzie tylko 46 sędziów, podczas gdy ustawodawca przewidział, że docelowo powinno ich być 120.

Ta perspektywa zdaje się nie przerażać przedstawicieli partii rządzącej.

– Ile osób odejdzie, jeszcze tego nie wiemy. Jeśli jednak 3 lipca (data wejścia w życie przepisów o obniżonym wieku przechodzenia w stan spoczynku – red.) z możliwości automatycznego przejścia w stan spoczynku skorzystała jedna trzecia osób, których dotyczył ten przepis, to zapewne nie więcej skorzysta z innych możliwości – komentuje Bartłomiej Wróblewski, poseł PiS. Jego zdaniem teraz należałoby się skupić, niezależnie od różnic w poglądach, na tym, by ten okres przechodzenia w stan spoczynku sędziów był maksymalnie krótki, a tymczasem on się przedłuża, gdyż obecni członkowie SN woleliby zachować status quo.

]]
Kategorie: Prawo

Pięć lat prawa to za mało, by dostarczyć pozew

wt., 07/17/2018 - 09:22
&lt![CDATA[

W reformie kodeksu postępowania cywilnego Ministerstwo Sprawiedliwości postawiło sobie za cel m.in. poprawę skuteczności doręczeń pism inicjujących postępowanie sądowe. Chodzi o to, by wyroki zaoczne, które są wydawane bez udziału strony, zapadały wtedy, gdy pozwany świadomie rezygnuje z możliwości udziału w procesie, a nie dlatego że nie ma pojęcia o toczącym się przeciwko niemu postępowaniu. A tak się teraz dzieje, gdy powód dysponuje jedynie nieaktualnym adresem drugiej strony albo świadomie podał błędny.

W efekcie pozwani zaczynają się bronić dopiero na etapie postępowania egzekucyjnego, występując do komornika z wnioskami o zawieszenie procedury, a do sądu z powództwami przeciwegzekucyjnymi czy wnioskami o przywrócenie terminu do złożenia sprzeciwu od wyroku zaocznego, apelacji, zarzutów bądź sprzeciwu od nakazu zapłaty. I całą sprawę trzeba prowadzić od nowa.

Zniesienie fikcji

Dlatego resort sprawiedliwości chce znieść fikcję doręczeń, zgodnie z którą po dokonaniu przez listonosza podwójnej próby dostarczenia pisma, uznaje się je za doręczone. Projektowany art. 1391 k.p.c. przewiduje, że jeśli pozwany nie odebrał pozwu lub innego pisma procesowego wywołującego potrzebę podjęcia obrony jego praw, przewodniczący zawiadamia o tym powoda i zobowiązuje go do doręczenia pozwanemu korespondencji za pośrednictwem komornika.

Powód będzie miał dwa miesiące na przedstawienie sądowi potwierdzenia dostarczenia pozwu, wskazanie aktualnego adresu pozwanego albo dowodu, że co prawda pozwany przebywa pod wskazanym pierwotnie adresem, tyle że nie zamierza odbierać korespondencji.

Brak konsekwencji…

W nowej wersji projektu MS doprecyzowało, że komornik, któremu powód zleci dokonanie doręczenia, nie będzie mógł odmówić wykonania takiej czynności (oczywiście jeśli adres pozwanego jest w rewirze danego komornika). Będzie natomiast mógł zlecić wykonanie tego obowiązku swojemu asesorowi (który będzie miał prawo legitymować osoby w celu ustalenia ich tożsamości), ale już przesyłki nie będzie mógł dostarczyć aplikant komorniczy.

– To dalsze ograniczenie uprawnień aplikantów, które na mocy nowej ustawy o komornikach sądowych (Dz.U. z 2018 r. poz. 771 – red.) i tak zostały mocno okrojone. Wydawać by się mogło jednak, że osoba, która ma za sobą pięć lat ciężkich studiów prawniczych i przynajmniej rok aplikacji komorniczej, ma jednak wystarczające kompetencje, by poradzić sobie z dostarczeniem listów. Czyli zajęciem, które jest w stanie wykonać ktoś z wykształceniem podstawowym – mówi Marcin Wiśniewski, do niedawna aplikant, a obecnie asesor komorniczy, który zwraca uwagę na niekonsekwencję ustawodawcy. – By zostać poborcą skarbowym, wystarczy średnie wykształcenie. A przecież to jeszcze bardziej odpowiedzialne zadanie, bowiem poborcy są uprawnieni do pobierania gotówki – dodaje.

Powstaje też pytanie, czy komornicy będą chcieli zatrudniać w swoich kancelariach aplikantów, którym nie będzie można powierzyć nawet najdrobniejszych czynności. Ale pytań dotyczących doręczeń za pośrednictwem komornika jest więcej.

…oraz szczegółów

Przede wszystkim nie wiadomo, jakie działania ma podjąć komornik w celu dostarczenia przesyłki. Zdaniem Rafała Fronczka, prezesa Krajowej Rady Komorniczej, określenie w projektowanym art. 1391 par. 3, że do wniosku powoda o doręczenie stosuje się odpowiednio przepisy o doręczeniu przez komornika dokumentu na zlecenie sądu, to za mało.

– Przepisy ustawy o komornikach sądowych nie przewidują żadnego trybu dokonywania doręczeń. Ograniczają się jedynie do stwierdzenia, że komornik doręcza bezpośrednio adresatowi zawiadomienia sądowe, pisma procesowe oraz inne dokumenty sądowe za potwierdzeniem odbioru i oznaczeniem daty. Tymczasem przepisy powinny określać szczegółowy tryb wykonywania doręczeń przez komornika, w szczególności to, jak powinien postąpić w sytuacji, gdy nie zastanie adresata pod wskazanym adresem, jak długo winien podejmować próby doręczenia czy też ile ma ich podjąć, co ma być dowodem doręczenia, zwłaszcza w przypadku odmowy przyjęcia przesyłki itp. – zwraca uwagę prezes KRK. – Od określenia szczegółowego trybu wykonywania doręczeń przez komornika zależeć będzie również konieczność zmiany art. 41 ustawy o kosztach komorniczych (Dz.U. z 2018 r. poz. 770) w zakresie wysokości opłaty za doręczenie. Aktualnie ustalona opłata w kwocie 40 zł pokrywa koszt wyłącznie jednorazowej czynności mającej na celu doręczenie jednemu adresatowi, na terenie miejscowości, która jest siedzibą komornika i która nie jest aglomeracją – dodaje.

Ale to nie wszystko. Komornicy zwracają uwagę na sprzeczność projektowanych regulacji z zasadą oficjalności doręczeń wyrażoną w art. 131 k.p.c., według której dokonywanie doręczeń powinno być wyłączną domeną sądu.

– W tym kontekście wprowadzenie reguły, że w przypadku „nieskuteczności” doręczenia przez sąd, a w istocie w przypadku nieodebrania (często celowego) pisma wszczynającego postępowanie przez pozwanego, ciężar związany z doręczeniem nakładany ma być na powoda, budzi wątpliwości. Nie ma przecież przeszkód, by w opisywanej sytuacji to sąd, a nie powód, wystąpił do komornika z wnioskiem o dokonanie doręczenia – podkreśla Fronczek.

Etap legislacyjny

Projekt po uzgodnieniach

]]
Kategorie: Prawo

Łętowska o stanowisku KRS: W przypadku kadencji I prezesa SN istnieje norma konstytucyjna przewidująca sześcioletnią kadencję [OPINIA]

wt., 07/17/2018 - 09:22
&lt![CDATA[

W wieku XXI wolności myślenia się nie kontestuje – co do zasady. Do dowcipów sucharów należy odpowiedź na pytanie, ile jest dwa razy dwa – udzielana przez kandydata na księgowego dyrektorowi fabryczki: „A ile pan dyrektor sobie życzy?”. Bo wszak odpowiedź nietrafiona może dyskwalifikować kandydata.

Piszę o tym, ponieważ dyskwalifikacja zarówno z powodu nietrafionych, jak i nawet przemilczanych odpowiedzi pojawia się w związku z opiniowaniem kandydatów na sędziów przez KRS. Przewodniczący Rady sędzia Leszek Mazur w audycji telewizyjnej („Wydarzenia i opinie”, Polsat News, 12 lipca 2018 r.) potwierdził fakt zgłaszania takich pytań i nie zakwestionował ich doniosłości. I nawet jeśli miało to mieć zaledwie charakter „badania predyspozycji kandydatów”, to jednak jest tu jakiś modus in rebus [wszystko ma swe granice].

Czytam bowiem stanowisko KRS z 13 lipca 2018 r. w przedmiocie zmian ustrojowych w Sądzie Najwyższym: „Krajowa Rada Sądownictwa z zaniepokojeniem odnotowuje kolejne przypadki rozpowszechniania przez niektórych sędziów nieprawdziwych informacji o zmianach ustrojowych sądownictwa. Nie kwestionuje prawa sędziów do udziału w publicznym dyskursie prawniczym, jednakże sędzia nie może żadnym swoim zachowaniem stwarzać nawet pozorów nierespektowania porządku prawnego (par. 16 Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów i Asesorów Sądowych). Krajowa Rada Sądownictwa przypomina, że w wyroku z 24 czerwca 1998 r. w sprawie o sygn. K 3/98 Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie pod przewodnictwem Marka Safjana jednoznacznie stwierdził, iż zmiany ustrojowe polegające na obniżeniu wieku przejścia sędziego w stan spoczynku nie stanowią naruszenia norm konstytucyjnych. W stanowisku z 10 marca 2011 r. w sprawie okresowych badań lekarskich sędziów Krajowa Rada Sądownictwa stwierdziła, że okresowe profilaktyczne badania lekarskie mają charakter obowiązkowy także w odniesieniu do sędziów. Wymóg przedstawienia przez sędziów Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego aktualnego zaświadczenia lekarskiego o możliwości wykonywania zawodu sędziego nie stanowi zatem wymogu uciążliwego, nie narusza przepisów prawa, jak również nie godzi w powagę pełnionego przez sędziego urzędu.

Podsumowując, podnoszone przez niektórych sędziów argumenty, powielane w środkach masowego przekazu, nie znajdują uzasadnienia w porządku konstytucyjnym Rzeczypospolitej Polskiej”.

Przytaczam, bo jest w tym dokumencie kilka kwestii niepokojących.

Wolność myślenia. Oczywiście, póki myśli się nie ujawni, nikt nie będzie jej znał, zatem myślącemu nic nie grozi, nawet jeśli myśli nieprawomyślnie. Argumentację się jednak ujawnia. No, ale czy „wolność argumentowania” nie jest aby składnikiem „wolności myślenia”? Zatem czy potępienie lub obwarowanie sankcjami pierwszej nie oznacza także kondemnacji drugiej? Chcę wierzyć, że w stanowisku KRS chodzi tylko o lapsus sformułowania. Ale pewna nie jestem. Bo teza, że niektóre argumenty są nieprawomyślne w stopniu uzasadniającym naruszenie etyki zawodowej, ponieważ „nie znajdują uzasadnienia w porządku konstytucyjnym” – brzmi i groźnie, i historycznie znajomo.

Lekarzu, lecz się sam

Stanowisko KRS w sporze o ustrojowe zmiany sądownictwa wspiera się argumentacyjnie cytatem z uzasadnienia wyroku TK, sygn. akt K 3/98. Przywiązanie do zacytowanej frazy z uzasadnienia tego wyroku nakazuje mniemać, że i w niezacytowanych fragmentach ówczesne stanowisko TK jest dla KRS autorytatywne. A tam czytamy: „Szczególnie drastyczną postacią sprzeniewierzenia się obowiązkom łączącym się z zasadą niezawisłości jest naruszenie obowiązku zachowania przez sędziego bezstronności, co m.in. może polegać na dostosowywaniu treści wydawanych orzeczeń do sugestii czy poleceń przekazywanych sędziemu z zewnątrz, już to do antycypowania tych sugestii z myślą o wypływających z tego korzyściach. Prowadzi to do pojawienia się zjawiska »sędziego dyspozycyjnego«, a to wyklucza możliwość́ wymierzania sprawiedliwości”. (wyr. E.Ł.)

Jeżeli „antycypowanie sugestii” przez sędziego jest zagrożeniem dla niezawisłości, to tym bardziej takim zagrożeniem będzie sugerowanie mu jako „jedynie słusznych”, prawomyślnych sposobów rozumowania czy argumentowania. Taka sugestia będzie zatem sprzyjaniem „zjawisku sędziego dyspozycyjnego”. A czym jest oficjalne rozdanie członkom komisji opiniującej – listy niepożądanych kandydatów na sędziów? Gdyby jeszcze tylko chodziło o stanowisko operującej taką listą członkini Rady, reprezentującej Sejm, a więc czynnik ex definitione polityczny. Gorzej, że decyzją przewodniczącego nastąpiła oficjalizacja listy jako dokumentu – teoretycznie – pluralistycznego organu.

Taktowny protest KRS

Kolejny raz (chyba piąty w ciągu kilku miesięcy od uchwalenia) parlament przystępuje do nowelizacji ustawy o SN. A jednocześnie – jak to stwierdził rzecznik KRS w mediach – „nie dostaliśmy żadnego projektu do opiniowania”. Rada z mocy art. 186 konstytucji stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Jeżeli zaś ktoś wyrok TK (sygn. akt K 3/98, OTK 1998, poz. 52) przeczyta w całości, to się dowie, że już w samej sentencji uznano w nim za niekonstytucyjne naruszenie trybu ustawodawczego, wyrażające się w pominięciu stanowiska ówczesnej KRS: „Trybunał Konstytucyjny uważa więc, że w sformułowaniach art. 2 pkt 7 i 8 ustawy o KRS – niezależnie od braku precyzji ich ujęcia – kryje się uprawnienie Rady do zajmowania stanowiska wobec tych wszystkich projektów ustaw, które dotyczą ustroju sądów, a w szczególności wobec tych projektów, których treści łączą się z konstytucyjnie wyznaczonym zakresem działania KRS. (…) ujęcie stabilności zawodowej sędziego jest jednym z podstawowych zworników w całej strukturze władzy sądowniczej. Wszelka więc regulacja, która czy to wprowadza nowe zasady przechodzenia sędziów w stan spoczynku, czy to ustanawia dodatkowe procedury pozwalające na usunięcie sędziego ze stanowiska, jest regulacją z zakresu »ustroju sądów« w rozumieniu art. 2 pkt 7 ustawy o KRS”.

Jeżeli zatem KRS z aprobatą przypomina o wyroku K 3/98, to nie może lekceważyć wskazanych w nim standardów legislacyjnych. Dlatego, jak sądzę, obecne stanowisko KRS można odczytywać jako wyraz – taktownie okazanego – protestu przeciw pomijaniu jej opinii w procedurze legislacyjnej. Proces legislacyjny trwa. Jeszcze zatem czas, aby sygnalizowany brak naprawić.

Niewypał intertemporalny

Armata argumentacyjna, wytoczona w stanowisku KRS przywołującym pogląd TK o dopuszczalności ustawowego skracania wieku spoczynkowego sędziów, celuje nieprecyzyjnie. Nikt i nigdzie nie broni poglądu o niedopuszczalności skracania wieku spoczynkowego ani czynienia tego poprzez stosowną ustawę. A tylko o tym mówi przywołany przez Radę cytat z wyroku K 3/98. Problem rzeczywisty leży natomiast w prawie międzyczasowym (intertemporalnym), starannie omijanym i w argumentacji KRS, i przez obrońców zmian w ustawie o SN.

Idzie o sytuację osób, które ustawa skracająca ów wiek „zastaje w toku” sprawowania urzędu lub biegu kadencji (w wypadku I prezesa SN). Uwodzicielska jest prostota wnioskowania: skracamy wiek, zatem sędziowie dłużej nie mogą sądzić, bo automatycznie przestają być sędziami; zatem trzeba stwierdzić wygaśnięcie ich mandatu, podobnie jak przerwanie kadencji I prezesa, który z racji skrócenia wieku spoczynkowego traci zdolności „bycia sędzią”, a zatem i „bycia prezesem” (tak wywodził rzecznik KRS w wypowiedzi dla Magazynu TVN24). Tyle że samo skracanie wieku jest tu zwykłym trickiem interpretacyjnym (wiek jako przeszkoda sądzenia; stan czynny jako przesłanka funkcji kadencyjnej).

Uchwalenie ustawy skracającej wiek uprawniający do spoczynku, jak zresztą każdej ustawy o czymkolwiek, otwiera problem intertemporalności, który trzeba za każdym razem jakoś rozstrzygnąć. Wiele ustaw „chwyta” bowiem bieg czasu wobec sytuacji, jakie wzięły początek pod rządem dawnego prawa.

Kwestie międzyczasowe reguluje oddzielnie albo ustawodawca (mający wybór między zasadami: dalszego działania ustawy dawnej lub bezpośredniego działania ustawy nowej), albo (gdy ustawodawca milczy) interpretacja. Nigdzie nie ma skodyfikowanych i uszeregowanych wyraźnie zasad, czy w wypadku, gdy ktoś wprowadza nowe prawo skracające wiek, należy rozwiązywać problem intertemporalny z pomocą zasady „dalszego skutku reżimu dawnego” czy poprzez zasadę „bezpośredniego stosowania ustawy nowej”. Politycy establishmentu, Kancelaria Prezydenta i rzecznik KRS opowiadają się za tą drugą metodą. Mają na poparcie swej tezy argument, że rzeczywiście na wypadek wątpliwości powinno się stosować prawo nowe, ponieważ w doskonalszy sposób odzwierciedla ono wolę ustawodawcy. Ale w tym wypadku mamy do czynienia także z czynnikiem konstytucyjnym – konstytucyjną zasadą nieusuwalności sędziów (art. 180 ust. 1 konstytucji); a obniżenie wieku emerytalnego sędziów rykoszetem, pośrednio, ale nieodwracalnie prowadzi do eliminacji ich z zawodu. Dlatego przy wyborze normy intertemporalnej (czy ma działać ustawa dawna, czy ustawa nowa) nie można nie uwzględniać kontekstu konstytucyjnego. Jeżeli więc jedną z zasad interpretacji jest zgodność z konstytucją, to dotyczy to także wyboru zasad intertemporalnych.

Skoro więc konstytucja w art. 180 ust. 1 przewiduje „nieusuwalność sędziów”, to interpretacja kwestii intertemporalnych w ustawach zwykłych powodujących w efekcie takie usunięcie nie może prowadzić do rozwiązań, które by stały w sprzeczności z celami wskazanymi w konstytucji. I to dotyczy także „rykoszetowego” skracania ustawą wieku spoczynkowego sędziów.

To samo w wypadku kadencji I prezesa. Istnieje tu wyraźna, sztywna norma konstytucyjna przewidująca sześcioletnią kadencję (art. 183 ust. 3 konstytucji). Zatem ta właśnie norma jest wskazówką, jak rozwiązać sytuację w toku, powstającą na tle ustawy zwykłej. A jeżeli ktoś by chciał nadal jeszcze argumentować tak, jak to uczyniła przedstawicielka Kancelarii Prezydenta (wywiad z dr Anną Surówką-Pasek, „Zmiany w SN to nie czystka”, DGP z 2 lipca 2018 r.), że I prezesem może być tylko sędzia czynny, a nie sędzia w stanie spoczynku, którym ma się automatycznie stawać prezes, ukończywszy 65 lat, wówczas powracamy do przedstawionego wyżej rozumowania intertemporalnego dotyczącego szeregowych sędziów SN.

I wreszcie na koniec kropla miodu w beczce dziegciu dotycząca osiągniętej transparentności sytuacji. To paradoks, bo stało się to mimochodem, wobec utajnienia obrad i motywów decyzji. To, co obecnie się dzieje wokół i wewnątrz KRS, wypowiedzi jej organów i rzecznika, wyraźne ujawnienie oczekiwań czynników politycznych wchodzących w skład rady co do pożądanych i niepożądanych cech opiniowanych kandydatów, ujawnienie i wykorzystanie w czasie obrad listy nazwisk kandydatów nieprawomyślnych – to wszystko uwalnia obserwatora i analityka od konieczności dokonywania rekonstrukcji rzeczywistych celów reformy wobec odarcia jej z dekoracyjnych kamuflaży. Dotarcie do tego punktu w dyskursie publicznym należy uznać za duży – stwierdzam to bez cienia ironii – choć smutny sukces.

O stanowisku KRS informowaliśmy w tekście

Znamy stanowisko KRS dotyczące zmian ustrojowych w Sądzie Najwyższym

]]
Kategorie: Prawo

Prezes NIK przed Trybunał Stanu?

wt., 07/17/2018 - 09:22
&lt![CDATA[

Komisja odpowiedzialności konstytucyjnej przesłucha dziś Przemysława Szewczyka, dyrektora delegatury Najwyższej Izby Kontroli w Łodzi, oraz Joannę Wojnarowską, radcę prezesa NIK. Ich zeznania będą niejawne. Chodzi o pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej prezesa NIK – Krzysztofa Kwiatkowskiego, byłego ministra sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska.

Prokuratura oskarża go o ustawienie konkursu na wiceszefa delegatury NIK w Rzeszowie, do jakiego miało dojść w wyniku ustaleń z podkarpackim baronem PSL – Janem Burym. W tej sprawie toczy się postępowanie karne. 

]]
Kategorie: Prawo

Iwulski: Wszyscy mi mówią, że dopóki ja jestem, to wszystko jest normalnie

pon., 07/16/2018 - 22:20
&lt![CDATA[

Sędzia Józef Iwulski był członkiem PZPR do 1989 r. oraz wydawał wyroki w sprawach z okresu stanu wojennego, w których skazywano opozycjonistów podała w zeszłym tygodniu "Gazeta Polska Codzienna". Według gazety Iwulski w stanie wojennym był w składach sądów skazujących opozycjonistów, a w tym samym czasie jego żona Anna była oficerem SB i zajmowała się inwigilowaniem działaczy antykomunistycznych" - podała "GPC".

Iwulski podczas rozmowy w TVN24 odniósł się do zarzutów dotyczących jego uczestnictwa w procesach, gdzie skazywano ludzi zaangażowanych w walkę z władzą komunistyczną.

"Jedną sprawę pamiętam. Pozostałych nie pamiętam, ale redaktor z „DGP” udostępnił mi dokumenty do których miał dostęp w IPN. To są sprawy w których ja uczestniczyłem w składzie orzekającym. Tam są moje podpisy, ale ja tych spraw nie pamiętam" - powiedział.

Iwulski przypomniał także, że w sądzie wojskowym nie znalazłem się dobrowolnie. „Zostałem wcielony do wojska przymusowo. Dzisiaj trudno o tym mówić, bo młodzi ludzie nie rozumieją, co to znaczy" - stwierdził.

„Skończyłem studia i poszedłem na rok do wojska. Za moich czasów to się nazywało Szkoła Oficerów Rezerwy. Prawnicy szli przeważnie do WSW - od razu to powiem - ponieważ stawia mi się zarzut, że byłem w jakimś kontrwywiadzie czy wywiadzie. Praktycznie wszyscy prawnicy szli do WSW. Po tym pobycie dostałem stopień podporucznika, a potem byłem normlanym sędzią, sądziłem w wydziale cywilnym" - wyjaśnił.

Iwulski odniósł się także do swojej pracy w stanie wojennym. "Kiedy stan wojenny się zaczął, to w pierwszym półroczu nie zostałem powołany, ale w drugim półroczu – myślę, że od lipca, sierpnia 1982 roku – zostałem wcielony do wojska i skierowany do sądu wojskowego w Krakowie" - mówił.

Dopytany, czy po tym jak został wcielony do wojska i wyznaczono mu rolę sędziego, mógł jej odmówić stwierdził, że wiązało się to z takim samym zagrożeniem, jak gdyby odmówił służby wojskowej. „Miałem taki wybór jaki przedstawiłem, ale nie stać mnie było na takie bohaterstwo” - wyjaśnił.

Iwulski przypomniał również, że w czasie stanu wojennego odmówił wypisania się z „Solidarności”, mówiąc jednocześnie, że sytuacja w takich przypadkach zależała od tego, kto był prezesem sądu wojewódzkiego. „Byli prezesi krwiożerczy i dążyli do usunięcia takiego sędziego – to się nazywało że prezes nie daje rękojmi orzekania – ale byli też prezesi, którzy byli porządni. W Krakowie był właśnie taki sędzia. Tam tylko jeden sędzia został usunięty" - powiedział.

Na uwagę dziennikarza, że był jednocześnie członkiem „S” i jednocześnie sądził innych członków „Solidarności” jako sędzia sądu wojskowego stwierdził, że „można tak powiedzieć".

Pytany, czy żałuje tamtej decyzji, odparł, że w każdej z tych siedmiu spraw próbował coś zrobić według wówczas obowiązującego prawa. „Takie było wtedy prawo. W jednej sprawie udało mi się napisać zdanie odrębne, w innej udało się uniewinnić z braku dowodów (...) w trzech czy czterech sprawach udało się tak zrobić, żeby wyrok był w zawieszeniu. Była taka sprawa w której jednak nie udało się nic zrobić" - podkreśił.

Na pytanie, czy był współpracownikiem WSW powiedział, że zwykle "prawnicy szli do WSW". "WSW miało trzy piony: był kontrwywiad, wywiad, pion dochodzeniowy i pion prewencji" - wyjaśnił.

"Z kontrwywiadem i wywiadem oczywiście nie miałem nic wspólnego. To były wojskowe przeszkolenia i prawnicze z punktu widzenia wojskowości. (…) To były normalne koszary dla studentów" - stwierdził podczas rozmowy.

"Nie czuję się jako osoba podlegająca oczyszczaniu. Robiłem wszystko, to co trzeba" - dodał.

Iwulski w rozmowie został też zapytany o jego obecną rolę w SN. "Zdecydowałem się na to, bo myślę, że jest to potrzebne dla funkcjonowania SN" - mówił.

Dopytany, czy jego przeszłość nie stoi na przeszkodzie pełnionej funkcji powiedział: "Nie myślałem, że jako przejściowy prezes SN będę tak prześwietlany. Pełnię funkcję publiczną, nie polityczną. Gdybym zrezygnował teraz, to z punktu widzenia SN, byłaby to sytuacja niekorzystna".

"Wszyscy mi mówią, że dopóki ja jestem, to wszystko jest normalnie. A jak mnie zabraknie, kiedy zostanie wyznaczony prawdziwy p.o. prezesa SN, to będzie się działo w SN tak jak w TK" - podsumował Iwulski.

]]
Kategorie: Prawo

We wtorek wyrok TK odnoszący się do prezydenckiego aktu łaski

pon., 07/16/2018 - 17:50
&lt![CDATA[

W czerwcu i lipcu zeszłego roku do TK wpłynęły: wniosek marszałka Sejmu (z 8 czerwca 2017 r.), dwa wnioski prokuratora generalnego (z 8 i 30 czerwca 2017 r.) oraz wniosek grupy posłów PiS (z 8 czerwca 2017 r.).

Wnioski wpłynęły do TK na kanwie uchwały Sądu Najwyższego, który pod koniec maja 2017 r. uznał, że prezydenckie prawo łaski może być stosowane wyłącznie wobec osób prawomocnie skazanych. Rozstrzygnięcie, które zapadło w SN, miało związek z ułaskawieniem Mariusza Kamińskiego. Prezydent Andrzej Duda podjął w listopadzie 2015 r. taką decyzję, mimo iż Kamiński, nie został skazany prawomocnym wyrokiem sądu. Problem prawny dotyczy w związku z tym m.in. możliwości kasacji od umorzenia przez sąd sprawy wobec podsądnego, w przypadku zastosowania wobec niego aktu łaski przez prezydenta.

We wtorek o godz. 9, TK ma wydać orzeczenie odnośnie do jednego z tych czterech wniosków - wniosku prokuratora generalnego z końca czerwca 2017 r. Sprawę rozpoznać ma pięciu sędziów - przewodniczący Zbigniew Jędrzejewski, sprawozdawca Grzegorz Jędrejek oraz prezes TK Julia Przyłębska, Leon Kieres i Andrzej Zielonacki.

Prokurator generalny uzasadniając swój wniosek do TK z 30 czerwca pisał m.in., że "zastosowanie prawa łaski przez Prezydenta RP zobowiązuje sąd do zakończenia postępowania, i to niezależnie od etapu, na jakim się ono znajduje". "Prezydenckie akty łaski są też ostateczne, trwałe i niewzruszalne, ich istotą jest brak nadzoru nad ich wykonywaniem" - dodał.

"Za uprawnione uznać należy przedstawienie problemu konstytucyjnego dotyczącego pominięcia aktu łaski Prezydenta RP jako negatywnej przesłanki powodującej niedopuszczalność prowadzenia - odpowiednio - postępowania karnego, postępowania w sprawach o wykroczenia, postępowania karnego wykonawczego oraz kwalifikacji takiego stanu rzeczy jako niedopuszczalnego pominięcia prawodawczego" - zaznaczono we wniosku PG.

Wniosek Ziobry dotyczy też innej kwestii, czyli umożliwienia SN lub Naczelnemu Sądowi Administracyjnemu - orzekających w procedurze podejmowania uchwał wyjaśniających zagadnienia prawne - dokonywania wykładni pojęć konstytucyjnych w oparciu o znaczenie pojęć zawartych w aktach rangi ustawy zwykłej. "Przepisy konstytucyjne narzucają sposób i kierunek wykładni przepisów niższego rzędu, a nie odwrotnie, zaś odmienne założenie stałoby w sprzeczności z założeniem hierarchiczności systemu prawnego" - wskazuje wniosek PG.

Jak dodał, takie odmienne rozumienie tych przepisów narusza prawo m.in. dlatego, że "prowadzi do wydania orzeczenia z pominięciem przepisów konstytucji, jako aktu nadrzędnego".

"Bezpośrednie stosowanie konstytucji nie może być rozumiane jako upoważnienie sądów do odmowy zastosowania przepisów obowiązującej ustawy, zamiast skierowania odpowiedniego pytania prawnego do Trybunału Konstytucyjnego" - zaznaczono ponadto we wniosku.

W sformułowanym w sierpniu zeszłego roku stanowisku Sejmu w tej sprawie, zawnioskowano o uznanie, że niekonstytucyjne jest rozumienie przepisów w ten sposób, iż nie traktuje się aktu łaski jako "przesłanki powodującej niedopuszczalność prowadzenia postępowania karnego, postępowania w sprawach o wykroczenia lub postępowania karnego wykonawczego". W odniesieniu do części wniosku dotyczącej procedury podejmowania uchwał, Sejm wniósł o uznanie przepisów za konstytucyjne, gdyż - zdaniem Sejmu - sposób wykładni zaskarżonych przepisów, o której mówi wniosek Ziobry, jest w sposób oczywisty niezgodny z zasadami prawnymi.

Na wyznaczenie terminu rozpatrzenia przez TK oczekuje natomiast wniosek marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego o zbadanie sporu kompetencyjnego pomiędzy prezydentem a SN ws. prawa łaski.

Na termin rozstrzygnięcia oczekuje także pierwszy z wniosków prokuratora generalnego - bezpośrednio dotyczący możliwości wniesienia kasacji do SN w razie umorzenia postępowania z powodu zastosowania aktu łaski.

Z kolei grupa posłów PiS zaskarżyła instytucję zagadnień prawnych kierowanych przez sądy do SN. Postępowanie w sprawie tego ostatniego wniosku zostało jednak w kwietniu umorzone przez TK, gdyż część posłów wycofała swoje poparcie dla wniosku.

W czerwcu Sąd Najwyższy poinformował PAP, że na 25 lipca wyznaczone jest posiedzenie SN dotyczące wniosku pełnomocników oskarżycieli posiłkowych o podjęcie zawieszonego postępowania kasacyjnego w sprawie Mariusza Kamińskiego i innych b. szefów CBA.

Postępowanie kasacyjne ws. Kamińskiego i innych b. szefów CBA zostało zawieszone 1 sierpnia 2017 r. SN uzasadnił wtedy swoją decyzję wszczęciem przez Trybunał Konstytucyjny sprawy sporu kompetencyjnego między SN a prezydentem. Wskazał wówczas, że choć we wniosku marszałka Sejmu do TK nie wskazano, że chodzi o sprawę b. szefów CBA, "nie ulega wątpliwości, że chodzi właśnie o to postępowanie".

W marcu 2015 r. Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście skazał w I instancji b. szefa CBA Kamińskiego (dziś - koordynatora służb specjalnych) i Macieja Wąsika (zastępcę Kamińskiego w CBA; obecnie zastępcę koordynatora) na 3 lata więzienia, m.in. za przekroczenie uprawnień i nielegalne działania operacyjne CBA podczas "afery gruntowej" w 2007 r. Na kary po 2,5 roku skazano dwóch innych b. członków kierownictwa CBA.

Zanim Sąd Okręgowy w Warszawie zbadał ich apelację, w listopadzie 2015 r. prezydent Andrzej Duda ułaskawił wszystkich czterech, umarzając postępowanie sądowe. Był to precedens - nigdy wcześniej prezydent nie ułaskawił nikogo przed prawomocnym wyrokiem sądu. W marcu 2016 r. SO uchylił wyrok SR i wobec aktu łaski prawomocnie umorzył sprawę. Od tego kasacje do SN złożyli oskarżyciele posiłkowi. Wtedy właśnie sędziowie SN, do których kasacja trafiła, zadali pytanie prawne do składu siedmiu sędziów SN, a skład ten w końcu maja 2017 r. podjął uchwałę ws. prawa łaski.

]]
Kategorie: Prawo

Kopcińska: Przykład sędziego Iwulskiego potwierdza, że dotąd nie rozliczono komunizmu

pon., 07/16/2018 - 17:48
&lt![CDATA[

Portal Onet podał w niedzielę, że kierujący Sądem Najwyższym sędzia Józef Iwulski orzekał nie w jednym, jak sam twierdzi, lecz w kilku procesach politycznych za czasów PRL; skazywani w nich byli opozycjoniści. Poniedziałkowa "Gazeta Polska Codziennie" podaje, że dotarła do akt IPN, z których wynika, że sędzia Iwulski w 1976 r. został skierowany do ośrodka szkolenia WSW, gdzie po uzyskaniu "szlifów kontrwywiadu wojskowego PRL" odbył półroczne praktyki. Miało to miejsce w Oddziale WSW Kraków.

"Dzięki mediom pojawiły się informacje dotyczące przeszłości sędziego Iwulskiego i może dobrze by było, żeby przypomnieć, że przez 30 lat - wspominał o tym premier Mateusz Morawiecki - nie dokonano rozliczeń z postkomuną. Jeżeli mówimy o wolnym, demokratycznym państwie, jeżeli mówimy o Sądzie Najwyższym, który ma rozstrzygać w sposób absolutnie transparentny, to warto również powiedzieć, że do tej pory zasiadają w nim sędziowie, którzy skazywali opozycjonistów na trzy lata więzienia za roznoszenie ulotek" - powiedziała rzeczniczka rządu.

Jak dodała, "każdy z nas powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, czy o takim demokratyczny, praworządnym państwie mówiliśmy przez ostatnie 30 lat". "Dlatego też zmiany, których się podjęliśmy, przeprowadzamy i uważamy je za konieczne i niezbędne. Bo do tej pory, mimo upływu tak wielu lat, nie dokonano rozliczeń z tym totalnym reżimem, który był, a przykład sędziego Iwulskiego to tylko potwierdza" - podkreśliła Kopcińska.

Jak zaznaczyła, "jeżeli ktoś mówi, że starał się pomagać i nie szkodzić, ale nie zawsze się dało", to ona ocenie Polaków zostawia, "czy taka osoba powinna zasiadać w Sądzie Najwyższym".

Kopcińska zaznaczyła, że powołanie I prezesa Sądu Najwyższego to zgodnie z art. 144 ustęp 3 ustawy kompetencja prezydenta RP. "Ogłoszenie o wolnych stanowiskach rozpoczyna procedurę powoływania sędziów i mieści się w prerogatywie prezydenta Andrzeja Dudy. Jeśli pojawią się jakiekolwiek wątpliwości będą je rozstrzygać sądy administracyjne, NSA" - zaznaczyła rzeczniczka rządu.

Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym, która weszła w życie 3 kwietnia, w trzy miesiące od tego terminu, czyli 3 lipca, w stan spoczynku przeszli z mocy prawa sędziowie SN, którzy ukończyli 65. rok życia. Mogą nadal pełnić funkcję, jeśli w ciągu miesiąca od wejścia w życie nowej ustawy, czyli do 2 maja, złożyli stosowne oświadczenie i przedstawili odpowiednie zaświadczenia lekarskie, a prezydent RP wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie przez nich stanowiska sędziego SN. Prezydent przed wyrażeniem zgody na dalsze zajmowanie stanowiska zasięga opinii KRS.

]]
Kategorie: Prawo

Nadużycia przy budowie dróg. PiS przedstawia propozycje zmian w prawie

pon., 07/16/2018 - 15:26
&lt![CDATA[

Propozycje nowych rozwiązań prawnych mających zapobiegać "nadużyciom koncernów przy budowie dróg i autostrad" zaprezentowali w poniedziałek szef MS Zbigniew Ziobro wraz z wiceministrem sprawiedliwości Marcinem Warchołem oraz m.in. senatorami PiS Janem Żarynem, Rafałem Ambrozikiem oraz posłem PiS Grzegorzem Wojciechowskim.

Warchoł mówił podczas konferencji prasowej, że nowe przepisy przeciw nadużyciom koncernów przy budowie dróg i autostrad "kompleksowo rozwiązują ten problem". Dodał, że będzie składać się ono z czterech filarów.

"Pierwszym jest obligatoryjny rachunek powierniczy. Dopóki wykonawca się nie rozliczy z podwykonawcami, dopóty nie dostanie pieniędzy od głównego inwestora czyli Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad" - mówił wiceminister.

Drugi filar - jak przekazał - "polega na wprowadzeniu specjalnego, szybkiego trybu administracyjnego, gdzie w głównej roli występuje Inspektor Nadzoru Budowlanego", który ma stwierdzać zgodność wykonania umów z jej zapisami. "Wówczas będzie wydawał tzw. zaświadczenie drogowe, które następnie będzie podstawą do orzekania przez sądy" - poinformował Warchoł. Dodał, że procedura ta będzie "wolna od jakichkolwiek kosztów oraz kruczków prawnych".

Trzeci filar ma stanowić "komisja inwestycji drogowych". "Ta komisja będzie składać się z jedenastu osób, będzie rozpatrywać odwołania od +zaświadczenia drogowego+ wydanego przez Inspektora Nadzoru Budowlanego w krótkim terminie 14 dni" - podkreślił Warchoł. Zapowiedział też, że komisja ma być "organem administracji, a nie sądem".

"Ostatnia bardzo ważna zmiana to przepisy karne. Mamy nowe typy przestępstw w takiej postaci, że ten kto uzależnia wypłatę wynagrodzenia lub części wynagrodzenia za wykonaną usługę od okoliczności nieprzewidzianych w umowie, będzie podlegał karze pozbawienia wolności do lat dwóch" - mówił wiceszef MS

]]
Kategorie: Prawo

Ziobro: Życiorys Iwulskiego symbolem, który pokazuje jeden z motywów naszej reformy

pon., 07/16/2018 - 14:48
&lt![CDATA[

Portal Onet podał w niedzielę, że kierujący Sądem Najwyższym sędzia Józef Iwulski orzekał nie w jednym, jak sam twierdzi, lecz w kilku procesach politycznych za czasów PRL; skazywani w nich byli opozycjoniści. Z kolei poniedziałkowa "Gazeta Polska Codziennie" podaje, że dotarła do akt IPN, z których wynika, że sędzia Iwulski w 1976 r. został skierowany do ośrodka szkolenia WSW, gdzie po uzyskaniu "szlifów kontrwywiadu wojskowego PRL" odbył półroczne praktyki. Miało to miejsce w Oddziale WSW Kraków.

Pytany o te doniesienia na poniedziałkowej konferencji prasowej, Ziobro ocenił, iż pokazują one, "jak nieprecyzyjny był do tej pory SN w opisywaniu historii zaszłej, związanej z dorobkiem orzeczniczym poszczególnych sędziów pracujących w SN". "Od kogo jak od kogo, ale od tego najwyższego sądu powinno się oczekiwać najwyższych standardów i rzetelności w informacji" - zaznaczył.

"Ta postać, życiorys pana sędziego Iwulskiego, właśnie w tym sądzie, jako człowieka, który został wyznaczony przez panią (prezes Małgorzatę) Gersdorf do pełnienia obowiązków pierwszego prezesa, jest jakimś symbolem, który pokazuje jeden (...) z motywów i racji, które legły u podstaw naszej reformy" - dodał minister.

Jego zdaniem przypadek sędziego Iwulskiego "mówi sam za siebie". "Tu nawet nie trzeba tego dodatkowo komentować, wystarczy go zderzyć z zapewnieniami - czy to właśnie takich ludzi, jak prof. Strzembosz, czy takich osób, które wypowiadały się w imieniu SN, jak rzecznik tegoż sądu, jak prezes Gersdorf właśnie - które całkowicie odcinały się od rzekomych, ich zdaniem, związków poszczególnych sędziów z okresem komunistycznym i politycznej służebności czy też służalczości wobec poprzedniego reżimu" - mówił Ziobro.

"Niestety jest inaczej i mam nadzieję, że ten nowo uformowany skład SN - przynajmniej stopniowo, bo będzie to pewien proces, została przyjęta bowiem po wecie pana prezydenta konstrukcja budowy SN, która będzie zakładała jednak pewne etapy w uzupełnianiu SN o nowy skład, nowych przedstawicieli - że będą tam trafiali wybitni przedstawiciele polskiego prawa, którzy są wolni od tego rodzaju obciążeń związanych z poprzednim systemem" - podkreślił polityk.

]]
Kategorie: Prawo

Finisz sądowej orki. Po spacyfikowaniu Sądu Najwyższego kolej na sądy powszechne

pon., 07/16/2018 - 10:18
&lt![CDATA[

Wniesiony do Sejmu projekt ustawy – dla niepoznaki zatytułowany projektem o zmianie ustawy Prawo o prokuraturze – ułatwia przejęcie władzy w Sądzie Najwyższym. Ale, co istotniejsze, znacząco ogranicza samorządność w sądach powszechnych. Co zakłada?

Przejęta już przez PiS, przy udziale Kukiz’15, Krajowa Rada Sądownictwa ma stać się superorganem, który nie tylko będzie decydował o obsadzie sądów i awansach sędziowskich, ale będzie też miał ostatnie słowo w rozstrzyganiu, do jakiego wydziału trafi konkretny sędzia i jaki będzie jego zakres obowiązków. Sędziowski samorząd zostanie podporządkowany rządzącym. Do przyjęcia dowolnej uchwały przez zgromadzenie ogólne sędziów nie będzie już potrzebne kworum (dziś wymagana jest obecność co najmniej połowy członków). Kwestie takie jak np. opiniowanie kandydatów na poszczególne stanowiska sędziowskie będzie więc mogło rozstrzygnąć dosłownie kilka osób, np. prezes z wiceprezesami sądu. Rola samych prezesów sądów rośnie. A przypomnijmy, że los każdego z nich spoczywa dziś w rękach ministra sprawiedliwości. Po zmianach prezesi nie będą już musieli m.in. zasięgać opinii kolegium sądu (grono składające się z prezesa sądu oraz kilku sędziów wybieranych przez zgromadzenie) przy wyznaczaniu przewodniczącego wydziału czy wizytatora, który odgrywa kluczową rolę przy awansach sędziowskich.

KRS, zgodnie z oczekiwaniami rządzących, dopełniła też dzieła odnowy w Sądzie Najwyższym. Na ostatnim posiedzeniu negatywnie zaopiniowała pięciu sędziów SN, którzy pomimo ukończenia 65. roku życia chcieli dalej orzekać. W tej grupie znaleźli się m.in. Józef Iwulski, prezes Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, a obecnie zastępujący I prezesa SN, oraz Stanisław Zabłocki, prezes Izby Karnej. Ich los pozostaje w rękach prezydenta, który teoretycznie nie jest związany negatywną opinią KRS. Jeżeli Andrzej Duda przeniesie Iwulskiego i Zabłockiego w stan spoczynku, będzie miał otwartą drogę do obsadzenia dowolnie wybranymi sędziami SN funkcji prezesa Izby Karnej i Izby Pracy. A są to stanowiska z bezpośrednim wpływem na sferę orzeczniczą.

– Doszliśmy do ściany. Jako sędziowie nie jesteśmy w stanie sami w sposób skuteczny bronić praworządności – komentuje Beata Morawiec, prezes stowarzyszenia Themis.

]]
Kategorie: Prawo

Rzecznik KRS o przeszłości sędziego Iwulskiego: Przy opiniowaniu oświadczenia KRS kierowała się kwestiami stricte prawnymi

pon., 07/16/2018 - 10:07
&lt![CDATA[

"Dziennik Gazeta Prawna" oraz portal onet.pl podały w niedzielę, że kierujący Sądem Najwyższym sędzia Józef Iwulski orzekał nie w jednym, jak sam twierdzi, lecz w kilku procesach politycznych za czasów PRL. Skazywani w nich byli opozycjoniści.

Z kolei poniedziałkowa "Gazeta Polska Codziennie" podaje, że dotarła do akt IPN, z których wynika, że sędzia Iwulski w 1976 r. został skierowany do ośrodka szkolenia WSW, gdzie po uzyskaniu "szlifów kontrwywiadu wojskowego PRL" odbył półroczne praktyki. Miało to miejsce w Oddziale WSW Kraków.

W czwartek Mitera poinformował, że Krajowa Rada Sądownictwa pozytywnie zaopiniowała oświadczenia pięciu sędziów Sądu Najwyższego, którzy mimo ukończenia 65. roku życia wyrazili wolę dalszego orzekania. Natomiast oświadczenia siedmiu sędziów, w tym kierującego obecnie pracami SN Józefa Iwulskiego, zostało zaopiniowanych negatywnie.

"My jako Rada pochylaliśmy się nad kwestiami stricte prawnymi, czyli dokonaliśmy analizy, czy w świetle obowiązujących przepisów pan sędzia Iwulski spełnił te wymogi. Uznaliśmy, (...) że były braki, które nie pozwalają nam na pozytywną weryfikację. My zatrzymaliśmy się na kwestiach prawnych, natomiast kwestia wcześniejszej przeszłości, nie przesądza czy tak było czy nie, to my tutaj się zatrzymaliśmy" - powiedział w radiowych Sygnałach Dnia Mitera.

W jego ocenie trudno będzie zakwestionować źródła, świadczące o działalności Iwulskiego w czasach PRL.

"GPC" podaje też, że Iwulski uzyskał bardzo pozytywne opinie służbowe podsumowujące jego służbę wojskową podczas praktyk. Cytując opinię WSW z 1976 r., "GPC" podaje, że Iwulski okazał się żołnierzem "zdyscyplinowanym, pilnym i pracowitym, sumiennie wykonującym powierzone mu zadania". "Brał udział w rozprawach sądowych [osób] rozpracowywanych przez Wojskowy Sąd Garnizonowy w Krakowie, szczególnie w tych sprawach, które prowadził" - podkreślano w opinii.

O tym, że Iwulski był żołnierzem szkolonym przez WSW, informował na Twitterze dyrektor Wojskowego Bura Historycznego Sławomir Cenckiewicz.

Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym, która weszła w życie 3 kwietnia, w trzy miesiące od tego terminu, czyli 3 lipca, w stan spoczynku przeszli z mocy prawa sędziowie SN, którzy ukończyli 65. rok życia. Mogą nadal pełnić funkcję, jeśli w ciągu miesiąca od wejścia w życie nowej ustawy, czyli do 2 maja, złożyli stosowne oświadczenie i przedstawili odpowiednie zaświadczenia lekarskie, a prezydent RP wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie przez nich stanowiska sędziego SN. Prezydent przed wyrażeniem zgody na dalsze zajmowanie stanowiska zasięga opinii KRS.

]]
Kategorie: Prawo

Iwulski o wyrokach w stanie wojennym: Uważam, że wówczas zachowałem się przyzwoicie. Nie mam nic na sumieniu [WYWIAD]

pon., 07/16/2018 - 09:44
&lt![CDATA[

Na czwartkowym posiedzeniu Krajowej Rady Sądownictwa pięciu sędziów SN biorących udział w procedurze przedłużania im okresu orzekania uzyskało pozytywną opinię z dwunastu ocenionych. Pan został oceniony negatywnie...

Nie zostałem negatywnie oceniony, tylko wydano negatywną opinię o moim oświadczeniu. Pamiętam, że jeden z członków Rady mówił nawet, że merytorycznie jestem nie najgorszy.

KRS obradowała nad państwa oświadczeniami w sposób tajny. Nie wiemy więc, co zaważyło na takiej z nie innej decyzji rady.

Z ostrożności procesowej złożę pismo do KRS, w którym poproszę o doręczenie tej uchwały wraz z uzasadnieniem. Moim zdaniem rada ma obowiązek uzasadnić swoją opinię i doręczyć mi ją. To wynika z przepisów. Jestem przecież uczestnikiem postępowania, gdyż uchwała KRS bezpośrednio dotyczy mojej osoby. Opiniowanie mnie jest sprawą dotyczącą moich praw i obowiązków.

Planuje Pan zaskarżenie uchwały?

Gdy ją dostanę i zapoznam się z przytoczoną argumentacją, to się wypowiem. Pamiętajmy jednak, że w Sejmie procedowana jest zmiana ustawy o SN. A to oznacza, że mogą zostać dodane najróżniejsze przepisy. Już w projekcie widać, jaki jest ich charakter.

Spodziewa się Pan przychylności Prezydenta?

Niczego się nie spodziewam. Nie wiem. Prezydent zresztą nie musi wyrażać odmowy. Jeśli w ciągu 60 dni prezydent nie wyrazi zgody, to jest to równoznaczne z jej brakiem. Zdecyduje wola prezydenta.

Jakie będą części składowe tej woli?

W przepisach są przesłanki takie jak dobro wymiaru sprawiedliwości. Są one bardzo niedookreślone.

A co, gdy Prezydent wyda negatywną decyzję? Powoła się Pan na nieusuwalność sędziów?

Nie, ja nie jestem w sytuacji I Prezes SN, której kadencja jest określona w Konstytucji i przepis jest stosowany wprost. Moja kadencja jako Prezesa jest określona w ustawie i kadencja jako sędziego również. W takiej sytuacji nie mogę twierdzić, że z mocy Konstytucji pozostaję na stanowisku sędziego.

Prezes Zabłocki chyba inaczej to interpretuje...

Ale chyba w odniesieniu do Pierwszej Prezes. To jednak są dwie różne sytuacje. Pozostali sędziowie nie mają takich możliwości jak Pierwsza Prezes, która z mocy Konstytucji pozostaje na stanowisku. W pozostałych przypadkach konieczne byłoby stwierdzenie niezgodności ustawy z Konstytucją.

Zdaniem Pana Prezesa sędziowie powinni zgodzić się z decyzją Prezydenta?

Uważam, że pisma Pana Prezydenta stwierdzające przejście w stan spoczynku z mocy prawa są zaskarżalne, do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Której nie ma.

Ale będzie i kiedyś będzie musiała to rozpoznać.

Ile czasu mają sędziowie na zaskarżenie? Czy w sytuacji, w której izby nie ma ten termin biegnie?

Termin do zaskarżenia upływa. Nie ma jednak wyraźnie sprecyzowanego czasu, trzeba byłoby szukać analogii. Myślę, że wynosiłby tyle co do WSA, czyli 30 dni.

Jednak izby wciąż nie ma.

Więc trzeba czekać do jej obsadzenia. Obecnie spraw w Izbie Dyscyplinarnej już jest ponad 150. Sądy dyscyplinarne apelacyjne rozpoznają sprawy dyscyplinarne sędziów czy adwokatów, a odwołania wpływają do Sądu Najwyższego. Są rejestrowane w Izbie Dyscyplinarnej, a praktycznie składowane w odpowiednim pokoju. Czekają na sędziów, którzy będą orzekać. Nie ma innego wyjścia.

A wpływają już skargi nadzwyczajne?

Nie, ale w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych też jest już ok. innych 150 spraw. I też czekają. To np. skargi na przewlekłość, odwołania sędziów sądów powszechnych od uchwał KRS.

Kiedy te sprawy zostaną rozpatrzone?

Gdy będą sędziowie. W dzisiejszym stanie prawnym procedura obsadzenia tych stanowisk będzie trwała co najmniej pół roku albo dłużej. Jednak będzie ustawa, która zdecydowanie to przyspieszy. Mówię o najnowszym projekcie złożonym do Sejmu przez posłów PiS. Bardzo charakterystycznym jest, że wyznaczono w nim czternastodniowy termin dla NSA do rozpatrzenia ewentualnych odwołań, jakie składać będą sędziowie od uchwał KRS. Bez tej zmiany, gdyby takie odwołania wpłynęły do NSA to zostałyby przydzielone na koniec kolejki i czekałyby ok. dwóch lat.

Jak Pan interpretuje przepis, który pozwoli wybierać I prezesa SN w składzie 80 sędziów? Taka propozycja też pojawia się w tym projekcie.

Na pewno ma na celu przyspieszenie tej możliwości. Nie trzeba już będzie czekać na obsadzenie aż 110 stanowisk. Skoro dziś jest ok. 50 sędziów to wystarczy powołać jeszcze 30 zamiast 60. To ma ułatwić proces wyboru.

Jakie są intencje tej zmiany? Może to ukłon wobec obecnych sędziów, których wciąż będzie większość.

Proszę tylko pamiętać, że tam przedstawia się aż pięciu kandydatów na I prezesa SN i spośród nich wybiera prezydent. Wystarczy więc, że tylko jeden będzie kandydatem wybranym przez nowych sędziów. Jednak nie chcę w to wnikać, bo to daleka przyszłość. W procedurach wyborczych można stosować różnego rodzaju zabiegi. Możliwości jest wiele.

Projekt zawiera przepis uniemożliwiający skuteczne zaskarżanie uchwał o wyborze kandydatów na sędziów SN. Tymczasem stowarzyszenia sędziowskie chciały wykorzystać obecną procedurę, aby w ten sposób blokować konkursy.

Tu nie chodzi o blokowanie. Gdy są 44 stanowiska do obsadzenia to wystarczy, że na każde zgłosi się po kilku kandydatów, co jest normalne w Sądzie Najwyższym. Momentalnie będzie ok. 150 kandydatów, z których wybranych zostanie jedynie 44. Reszta będzie miała możliwość zaskarżenia. Tu nie chodzi o żadne blokowanie, lecz o zgłaszanie się najlepszych i najbardziej doświadczonych sędziów, adwokatów czy prokuratorów.

O wyborze zdecyduje KRS. Ufa Pan, że wybierze najlepszych?

Nie ufam. Projektowane zmiany do tego zmierzają, żeby nawet gdy KRS wybierze najgorszego to odwołanie będzie trudne. Można wyobrazić sobie sytuację, w której kandydaturę zgłoszą wybitni prawnicy i ktoś, kto jedynie spełnia wymagane minimum. Tymczasem projektowany przepis przewiduje, że do skutecznego zaskarżenia takiej uchwały rady dojdzie tylko wówczas, gdy zdecydują się na to wszyscy uczestnicy konkursu. Czy to oznacza, że ten wybrany też? Przecież zaskarżenie przez wybranego byłoby niedopuszczalne, bo nie ma on w tym interesu prawnego.

To jest zgodne z Konstytucją?

Nie wiem. Nie zastanawiałem się nad tym. Może się też zdarzyć, że KRS odrzuci wszystkich kandydatów. Zdarzają się przecież takie sytuacje. Wtedy wszyscy mogą zaskarżyć. Gdy wybrany będzie jeden, to pozostali mogą zaskarżyć, ale dokonany wybór jest już prawomocny. Podstawowym i najczęstszym zarzutem w zaskarżeniu jest twierdzenie "ten wybrany jest gorszy ode mnie". NSA może stwierdzić, że faktycznie tak jest. Jednak to nie zmienia już dokonanego wyboru. Co najwyżej powoduje, że ci, których racje uznał NSA idą do kolejki i czekają na konkurs na nowe stanowisko.

Czy gdy pojawią się odwołania, w których podniesiona będzie kwestia konstytucyjności KRS to NSA zbada tę kwestię?

Niewątpliwie ma taką możliwość i myślę, że w odwołaniach takie zarzuty o niekonstytucyjność mogą być podnoszone.

Co jeszcze pana niepokoi w tym projekcie?

Wiele już zostało na ten temat powiedziane, ale dwóch rzeczy w tym projekcie jednak nie wychwycono. Po pierwsze, przepis przejściowy ustanawiający vacatio legis na 14 dni nie dotyczy artykułu 6 i 8, które nie mają żadnego vacatio legis i wchodzą od razu. Drugi przepis to zmiana w ustawie o Sądzie Najwyższym do art. 31 par. 2. Zgodnie z nim każda osoba, która spełnia warunki, aby zgłosić się na stanowisko sędziego SN, może zgłosić swoją kandydaturę tylko na jedno stanowisko. Wcześniej tak nie było. Gdyby nie było tej zmiany to procedury nie odbywałyby się z podziałem na izby, ale globalnie. Jeżeli omawiane rozwiązanie wejdzie w życie to Krajowa Rada Sądownictwa moim zdaniem powie, że każdy kandydat musi określić na które np. z 20 miejsc Izby Nadzwyczajnej kandyduje. Każda ze spraw będzie więc rozpatrywana osobno. Nie mówię, że to nie ma sensu, bo jednak eliminuje utrudnienia. Z drugiej strony jest to ratowanie sytuacji i zmiana ad hoc, która naprawia błąd poprzedniej ustawy. Zwłaszcza, że procedura jest już wszczęta.

Co jeszcze Pana uderzyło w tej ustawie?

Uniemożliwia się zaskarżanie uchwał w przedmiocie pozostawienia zgłoszenia bez rozpoznania. To znaczy, że będzie można odrzucić kandydata, a on nie będzie mógł się nawet odwołać od takiej decyzji KRS. To niezgodne z Konstytucją. Ustawa nie może zamykać drogi sądowej dochodzenia naruszonych wolności lub praw. Zakładając złą wolę to dzięki takiemu rozwiązaniu można wyselekcjonować niepożądanych kandydatów i pozbawić ich szans w konkursie na bardzo wczesnym etapie. To absolutnie niekonstytucyjne. W ogóle uważam, że nie musi być przepisu stwierdzającego, że przysługuje odwołanie, bo to oczywista możliwość wynikająca z Konstytucji.

Czy sędziowie powinni zbojkotować trwający konkurs do SN?

Uważam, że każdy musi to rozstrzygnąć indywidualnie. Sądzę jednak, że w interesie Sądu Najwyższego i wymiaru sprawiedliwości jest to, aby zgłaszali się najlepsi. Oni powinni kandydować. Lepiej by było, gdyby odpuścili i pozwolili, żeby wybrano najgorszych?

Ale przecież tacy najlepsi kandydaci będą musieli stawać przed obecną Krajową Radą Sądownictwa. A ta ostatnio pokazała, jakimi kryteriami się kieruje dokonując wyboru. Jeden z jej członków przyznał publicznie, że startujących do WSA wypytywał o ocenę przeprowadzanych zmian w wymiarze sprawiedliwości.

To oczywiste, że wszyscy kandydujący do SN będą musieli stanąć przed KRS. Wszystko jednak zależy od tego, według jakich kryteriów będą oceniani. Co do ostatnich obrad KRS to moim zdaniem rada może się zawsze bronić tym, że zadając takie pytania, badała, do czego przecież ma prawo, np. nieskazitelność charakteru kandydata, czy też przestrzeganie przez niego obowiązków sędziego. A te pojęcia, jak widać, przez obecną radę są rozumiane zupełnie inaczej niż to było dotychczas. Nie wiem więc, czy nowa KRS nie uchwali własnego kodeksu etyki sędziego i tam nie dokona przedefiniowania na swoją modłę takich pojęć jak „nieskazitelny charakter” czy „działalność polityczna”. Niestety, obawiam się, że doprowadzi to do ich opacznego rozumienia.

Co mogłoby się znaleźć w takim nowym kodeksie etyki sędziego?

Nie wiem, ale z tego co słyszę, to nowa definicja działalności politycznej. I sprowadzałaby się ona do tego, że sędziowie mieliby zakaz wypowiadania się publicznie na temat prawa. A później sądy dyscyplinarne będą się takim kodeksem etyki kierować. Wiem, bo sam sądziłem w sądzie dyscyplinarnym. Często odwoływaliśmy się w różny sposób do kodeksu etyki.

I to w sposób skuteczny wyeliminuje sędziów z debaty publicznej?

To jest ten mrożący efekt. Najgorsze są wypowiedzi, że sędziowie będą też rozliczani z orzeczeń, które wydają. Odpowiedzialnością dyscyplinarną zostanie objęta treść orzeczeń. To dla mnie najbardziej niebezpieczne.

Na czym polega to niebezpieczeństwo?

Sędzia powinien być niezawisły, a tak nie będzie, gdy inny skład sędziowski w postępowaniu dyscyplinarnym będzie go oceniał czy orzekał źle np. ze względów politycznych. Sędziowie będą bać się orzekania w określony sposób, żeby nie narażać się na odpowiedzialność dyscyplinarną.

Sędziowie będą podatni na takie naciski?

Mam nadzieję, że nie, ale proszę sobie wyobrazić, że jeden czy drugi sędzia zostanie za to skazany dyscyplinarnie. Następni dziesięć razy się zastanowią zanim wydadzą wyrok np. w zakresie zgromadzeń publicznych.

Jaki może być finał tych zmian, jeżeli chodzi o zachowania sędziów?

Chciałbym wierzyć, że wszyscy sędziowie będą twardzi. Ale w tak licznej grupie zawsze będą mogli się znaleźć ludzie zachowujący się oportunistycznie.

Politycy PiS mówią, że za zmianami stoi wola zmiany jakościowej wymiaru sprawiedliwości.

Co to znaczy zmiana jakościowa?

To ma być odpowiedź na zarzuty np. o braku empatii ze strony sędziów.

A w jaki sposób przeprowadzane zmiany poprawiają tę sytuację? Wymienią kadry. To też jest dziwne, że zmiana Prezesa ma zmienić całą instytucję. Jakieś przełożenie na jej funkcjonowanie jest, ale nie bezpośrednie.

Czy taki stan nie jest też po części winą całego środowiska, które w sposób odpowiedni nie zadbało o należne mu miejsce w systemie ustrojowym? Sędziowie często bardziej czują się urzędnikami niż przedstawicielami jednej z władz.

Nie zgadzam się. Wszyscy sędziowie mają poczucie, że nie są urzędnikami, lecz mają szczególną pozycję ustrojową związaną z niezawisłością. Nie było jednak wypracowanych kontaktów ze społeczeństwem i środkami masowego przekazu. Każdy sędzia zamykał się w sądzeniu swoich spraw. Uzasadnienia też są dość hermetyczne. Z drugiej strony czy sędzia po wyroku ma wyjść i powiedzieć publicznie co to było? To jest jego rolą?

Są zatem jakieś inne środowiskowe grzechy, np. poczucie wyższości?

Jest ono w pewien sposób naturalne. Sędzia jest panem i władcą na sali rozpraw. Niektórzy nawet nieświadomie przesadzają z tym władztwem. Chociaż praca, zwłaszcza w sprawach karnych, jest niezwykle stresująca. W odbiorze zewnętrznym może się tak wydawać. Sam miałem kilka spraw dyscyplinarnych o to, że sędzia na kogoś krzyczał. Sędzia bronił się, że nie krzyczał, tylko uchylał pytania czy przerywał, ponieważ był spóźniony na wokandzie. Został jednak ukarany naganą. Faktycznie, władztwo na sali może być nieraz źle wykorzystywane.

Pojawiają się też zarzuty o pęd do kariery i orzekanie pod drugą instancję.

Jeśli podlega się kontroli judykacyjnej sądowi wyższej instancji to nawet powinno się orzekać tak, jak ten sąd chce. On przecież ustala wykładnię. Żaden sędzia nie chce mieć uchylanych wyroków. Podobnie sądzi się pod Sąd Najwyższy, bo przecież to my ustalamy wykładnię przepisów. To zatem naturalne.

Czy tak jak powiedział Jarosław Kaczyński dla "W Sieci" sądy są gwarantem trwania układu?

Nie powinienem komentować wypowiedzi polityków. Sądy sądzą dziesięć milionów spraw rocznie. Spraw, które mogą mieć podtekst polityczny, jest może jeden procent. A w tym procencie na czyją korzyść wydawane są wyroki? Jakiego układu? Taka teza jest nie do udowodnienia.

Jednak wszyscy pamiętamy, co SN orzekł w sprawie prezydenckiego prawa łaski.

Sąd Najwyższy w tej uchwale nie zrobił nic innego, poza tym, że wykorzystał swoje kompetencje. Miał pytanie prawne i taką wykładnię przyjął. Ale przecież istnieją mechanizmy odstępowania od uchwał SN. A co robi strona niezadowolona z takiej wykładni dokonanej przez SN? Zamiast te mechanizmy wdrożyć to w czambuł krytykuje uchwałę. Instytucja przedstawiania zagadnień prawnych od zawsze była w polskim systemie prawnym. Nie rozumiem więc wniosku do Trybunału Konstytucyjnego w kontekście sprawy ułaskawienia. Przecież odpowiedzi na zagadnienia mają prowadzić do jednolitości orzecznictwa, która jest podstawową funkcją Sądu Najwyższego.

Co będzie, gdy z urlopu wróci Pani Prezes?

Trzymamy się wersji, że będzie wykonywała swoje obowiązki a ja jej wtedy nie będę zastępował.

Pan zdecydował o wypłacaniu prof. Gersdorf wynagrodzenia jako I Prezesowi.

Na razie niewypłacaniu odprawy, bo wynagrodzenie z dołu wypłacamy pod koniec miesiąca. Tę decyzję podejmujemy w przyszłym tygodniu. Chyba, że pani główna księgowa wypłaci bez złożenia zastrzeżeń. Bo taka jest procedura - pani główna księgowa zgłasza zastrzeżenia, ja wtedy je przełamuję przez polecenie i wówczas ona jest uwolniona od odpowiedzialności za ewentualne naruszenie dyscypliny finansów publicznych. W przyszłym tygodniu formalnie rozstrzygniemy tę kwestię.

Nie obawia się Pan, że ta kwestia może być przedmiotem postępowania Izby Dyscyplinarnej?

Słowo obawiam się jest złe. Zdecydowałem się ponieść ewentualną odpowiedzialność przed Izbą Dyscyplinarną bądź komisjami orzekającymi w sprawach odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansowej. Poddam się takiej odpowiedzialności.

Prezydent twierdzi, że pełni Pan funkcje Pierwszego Prezesa, a Pani Prezes jest już byłą Panią Prezes.

Z pierwszą częścią się zgadzam, z drugą nie. Pełnię obowiązki Pierwszej Prezes w czasie jej nieobecności.

Na ile istotne w tej sytuacji może być orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE?

Będzie mieć znaczenie fundamentalne. Szkoda tylko, że dopiero teraz wszczęto procedurę. Gdyby zrobiono to kilka miesięcy temu to moglibyśmy być w zupełnie innej sytuacji.

Spodziewa się Pan zabezpieczenia ze strony TSUE?

Tak, bo następują gwałtowne zmiany, które będą trudno odwracalne. Zabezpieczenie jest w tej sytuacji potrzebne i uzasadnione.

A TSUE może się zająć w ogóle tą kwestią?

Dla mnie oczywistym jest, że może. Wielka izba Trybunału wydała wyrok w sprawie portugalskiej. W uzasadnieniu tego orzeczenia jest napisane wprost, że traktatowi podlega ocena niezależności sądów czy niezawisłości sędziów. To wyrok wielkiej izby, Trybunał sam jest związany tym wyrokiem. Moim zdaniem Komisja Europejska jako strażnik traktatów też jest związana tym wyrokiem. A jest on z lutego 2018 r. Dlatego Komisja już w marcu powinna była skierować skargę, bo ten wyrok przesądzał wszystko.

Jak więc traktować zarzut rządzących, że liczenie w tej sprawie na TSUE to nielojalność wobec kraju?

Dlaczego? Jesteśmy członkiem UE, jesteśmy europejskimi sądami i obywatelami. To niewystępowanie do organów Unii Europejskiej byłoby nielojalnością wobec Polski.

Jak będzie wyglądała sytuacja w pana izbie po przejściu w stan spoczynku niektórych sędziów?

U mnie jest trudno, choć nie najgorzej. 18 lipca odchodzi sędzia Wróbel, 28 lipca sędzia Rączka, we wrześniu sędzia Wrębiakowska, ja czy sędzia Kuźniar. Zostanie gdzieś 12 sędziów na 20, którzy mieliby być.

Czy spodziewa się pan korzystania przez sędziów z przepisów przejściowych o tym, że mogą bez względu na wiek odejść w stan spoczynku?

Tak. Już jedna pani sędzia z mojej izby złożyła wniosek powołując się na ten przepis.

A w innych izbach?

Też takie przypadki się zdarzają.

Jak wielu sędziów jeszcze się na to zdecyduje?

Trudno powiedzieć. Znaczna część sędziów czeka, bo do października ma czas na podjęcie decyzji. Chcę zobaczyć, co się będzie działo. Wszyscy patrzą też na to, co się dzieje ze mną. Gdyby przez Prezydenta został wyznaczony sędzia pełniący obowiązki, jak to niektórzy mówią "komisarz", to podejrzewam, że miałoby to znaczny wpływ na podjęcie decyzji o odejściu. Wiele osób czeka na dalszy rozwój sytuacji, a dopóki pełnię swoją funkcję decydują się na pozostanie. I nie mówię tu tylko o sędziach, ale również innych pracownikach SN.

A co, jeśli Prezydent wyznaczy kogoś spośród obecnych sędziów SN?

Moim zdaniem nic na to nie wskazuje, bo chyba nikt się nie zgodził.

Były takie rozmowy ze strony Prezydenta z innymi sędziami?

Nic na ten temat nie słyszałem.

Jak ta sytuacja wpłynie na efektywność działania SN?

Makabrycznie. Zaległość wzrośnie dwukrotnie. Wcześniej średni termin rozpatrzenia sprawy w SN wynosił dziewięć miesięcy średni, to pewnie teraz wzrośnie on do 15-16 miesięcy.

Widzieliśmy w IPN akta i wyroki za działalność opozycyjną w stanie wojennym pod którym jest pana podpis. Pan Prezes pamięta sprawę działaczy KPN innych nie, także gdy pokazujemy akta?

Nie pamiętam.

Ale to były zapewne emocjonalnie obciążające rozprawy.

Pamiętałem jedną tę wspomnianą sprawę, w której nosiłem się z tym, by napisać zdanie odrębne, tych pozostałych nie pamiętam. Może te wyroki skazujące były ze świadomością, że będzie amnestia i krzywda im się nie stanie.

Sadził pan wówczas dużo spraw?

Bardzo dużo. To były w szczególności sprawy o dezercję z militaryzowanych zakładów pracy. W stanie wojennym część zakładów zmilitaryzowano, ludzie porzucali pracę w nich nie wiedząc o tym, że jest to traktowane jako dezercja.

Czy kwestia orzekania w tych sprawach rzuca cień na pana sytuację w tej chwili?

Moim zdaniem nie ma jakiegokolwiek przełożenia. To było 36 lat temu, przez tyle lat zachowywałem się nienagannie. Uważam, że także wówczas zachowałem się przyzwoicie, nawet bardzo przyzwoicie. Nie mam nic na sumieniu. Jak były wydawane wyroki w zawieszeniu to było traktowane jakby to było praktycznie uniewinnienie. Jeśli coś się zdarzało to - jak mówiłem zapewne - miałem na uwadze, że będzie amnestia.

Jak pan trafił do wojskowego wymiaru sprawiedliwości?

Byłem sędzią w wydziale cywilnym sądu rejonowego w Krakowie, który został powołany do służby wojskowej jako sędzię. Już 14 grudnia 1981 roku na Sali, na której prowadziłem rozprawę pojawił się podoficer w asyście dwóch szeregowców z karabinami i zostałem wzięty do wojska. Kilkanaście godzin wozili mnie o różnych jednostkach i o 3.00 w nocy zostałem zwolniony do domu. Dopiero w drugiej połowie 1982 roku zostałem wezwany do służby na pół roku.

]]
Kategorie: Prawo

Niepełnosprawni sędziowie w sprawie czasu pracy mogą liczyć na pomoc RPO

pon., 07/16/2018 - 09:29
&lt![CDATA[

Taką tezę stawia w piśmie do ministra sprawiedliwości rzecznik praw obywatelskich, do którego trafiła skarga. Dzięki niej ujawniły się rozbieżne stanowiska pomiędzy MS a Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej co do możliwości żądania przez niepełnosprawnych sędziów obniżenia wymiaru zadań ze względu na wynikającą z u.r.o.n. obniżoną normę czasu pracy. Resort sprawiedliwości nie widzi możliwości stosowania do sędziów z orzeczonym stopniem niepełnosprawności uprawnień wynikających z art. 15 u.r.o.n., a drugi uznaje to za konieczność.

RPO przychyla się do stanowiska prezentowanego przez MRRiPS. Jak zauważa, czynny sędzia może być osobą niepełnosprawną w rozumieniu u.r.o.n. I choć zgodnie z art. 83 prawa o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2018 r., poz. 23 ze zm.) czas pracy sędziego określony jest wymiarem jego zadań, to okoliczność ta nie może stanowić przesłanki wykluczającej stosowanie wobec orzekających art. 15 u.r.o.n.. „W związku z tym niepełnosprawny sędzia powinien mieć, zdaniem Rzecznika, prawo do obniżenia obowiązującego go wymiaru zadań, w stopniu adekwatnym do normy czasu pracy, wynikającej z art. 15 u.r.o.n.” – czytamy w piśmie Bodnara, który podkreśla, że przeciwne stanowisko prowadzi do nieznajdującego konstytucyjnego uzasadnienia gorszego traktowania sędziów wobec pozostałych osób niepełnosprawnych.

]]
Kategorie: Prawo

Problem z rekompensatą nadzwyczajną: Osoba niesłusznie skazana może nie uzyskać odszkodowania za lata spędzone w więzieniu

pon., 07/16/2018 - 09:29
&lt![CDATA[

procedura

Na potencjalne przeszkody w dochodzeniu rekompensaty finansowej za bezpodstawne pozbawienie wolności jako pierwszy zwrócił uwagę rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Jego zdaniem twórcy przepisów o skardze nadzwyczajnej – specjalnym środku zaskarżenia wprowadzonym nową ustawą o Sądzie Najwyższym (Dz.U. z 2018 poz. 5 ze zm.) – zapomnieli o koniecznych korektach w kodeksie postępowania karnego. W efekcie nie da się wykluczyć, że oskarżeni uniewinnieni przez Sąd Najwyższy w drodze skargi nadzwyczajnej będą musieli zadowolić się wyłącznie zwycięstwem moralnym.

Zgodnie z obowiązującymi od 3 kwietnia br. nowymi przepisami, jeśli SN uzna taką skargę za zasadną, to uchyla zakwestionowane prawomocne orzeczenie (w całości lub części) i rozstrzyga sprawę sam albo przekazuje ją właściwemu sądowi (ewentualnie umarza postępowanie).

Jak zauważył RPO, skutki są więc wtedy podobne jak w przypadku kasacji lub wznowienia postępowania: oskarżony zostaje uniewinniony bądź dostaje łagodniejszą karę niż początkowo. Taka osoba może następnie na podstawie art. 552 k.p.k. domagać się odszkodowania lub zadośćuczynienia od Skarbu Państwa za niesłuszny wyrok bądź tymczasowe aresztowanie. W przepisie tym jest jednak mowa wyłącznie o tych, którzy dowiedli, że dostali niesprawiedliwą karę w wyniku kasacji lub wznowienia postępowania. Nie ma natomiast tam ani słowa o uchyleniu krzywdzącego orzeczenia poprzez skargę nadzwyczajną, bo przy okazji jej wprowadzania nie znowelizowano procedury karnej.

– To bubel prawny – mówi wprost mec. Radosław Baszuk.

Rzecznik praw obywatelskich jest bardziej ostrożny, ale potwierdza, że przeoczenie twórców ustawy „może implikować negatywne skutki prawne dla obywateli”. Dlatego też zwrócił się do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro o rozważenie stosownej poprawki. Resort potwierdza, że problem jest.

– Trwają prace analityczne zmierzające do rozważenia przyjęcia najbardziej adekwatnej konstrukcji dochodzenia roszczeń powstałych w wypadku uwzględnienia skargi nadzwyczajnej – odpowiada DGP ministerstwo.

Z tą krytyczną oceną nie zgadza się natomiast kancelaria prezydenta, w której przygotowano przepisy o skardze nadzwyczajnej. Powołuje się przy tym na art. 95 ustawy o SN zawierający odesłanie do kodeksu postępowania karnego.

– Ustawodawca przesądza zatem, że do skarg nadzwyczajnych w sprawach karnych należy odpowiednio stosować wszystkie przepisy, które dotyczą kasacji, nawet jeżeli wprost się do niej nie odnoszą – tłumaczy kancelaria głowy państwa.

Ale według rzecznika praw obywatelskich odesłanie wcale nie rozwiązuje problemu, bo odnosi się ono do samego postępowania kasacyjnego, a nie kolejnego, całkiem odrębnego etapu – dochodzenia odszkodowania za wyrok uniewinniający wydany w wyniku kasacji.

– Prawnicy mogą się przerzucać argumentami, ale wątpliwości pozostają i nowelizacja jest wskazana. Tym bardziej że wprowadzenie zmiany będzie proste z legislacyjnego punktu widzenia – podkreśla Marek Łukaszuk, szef zespołu prawa karnego w biurze rzecznika praw obywatelskich.

– Luka istnieje bez względu na to, co twierdzi kancelaria prezydenta – przekonuje mec. Baszuk. Nieoficjalnie płyną z niej głosy, że faktycznie można było tę kwestię uregulować lepiej, ale w trakcie prac nad ustawą nie było czasu na gruntowne analizy k.p.k. i k.p.c.

Jeśli interpretacja kancelarii prezydenta się nie przyjmie, to osoba uniewinniona w wyniku skargi nadzwyczajnej będzie zmuszona ubiegać się o odszkodowanie od państwa na drodze cywilnej, na podstawie przepisu o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie władzy publicznej (art. 417 kodeksu cywilnego). Jest to jednak żmudna, skomplikowana ścieżka, ciągnąca się czasem latami.

– Taki proces cywilny sporo kosztuje, a co najważniejsze, zmusza powoda do wykazania winy funkcjonariuszy publicznych, którzy doprowadzili do niesłusznego skazania. Czyli po kolei trzeba by udowodnić zawinienie prokuratora w zakresie wniesienia niezasadnego aktu oskarżenia, sędziego – w zakresie niesprawiedliwego orzekania itd. – wyjaśnia mec. Baszuk.

Właśnie z powodu tych trudności umożliwiono niesłusznie skazanym dochodzenie rekompensaty finansowej za pomocą specjalnej ścieżki w procedurze karnej, która jest prostsza i szybsza niż proces cywilny, a do tego nie jest wymagana opłata sądowa.

– To ukłon państwa w stronę skrzywdzonego obywatela. W postępowaniach odszkodowawczych prowadzonych na podstawie k.p.k. sąd bada wyłącznie szkody i krzywdy spowodowane przez niesłuszne pozbawienie wolności oraz szacuje wartość adekwatnej rekompensaty. Przyjmuje przy tym domniemanie zawinienia państwa – tłumaczy mec. Baszuk.

Oczywiście nieszczęścia doznane przez osobę, którą niezasadnie wsadzono do więzienia, wykraczają poza wymierne straty związane z samym faktem izolacji. Aby uzyskać za nie rekompensatę, ścieżka cywilna jest nieunikniona.

©℗

]]
Kategorie: Prawo

Strony